poniedziałek, 30 maja 2011

Kiełbaski z niebieskiej nyski

Mapy i przewodniki uwielbiam na równi z książkami kulinarnymi - tak pisałam dwa tygodnie temu, pisałam o wirusie podróżowania, o podróżach kulinarnych, o kulinarnych powrotach do ukochanych miejsc - a gdyby tak stworzyć osobną kategorię przewodników kulinarnych?

Jakiś czas temu pokusiłam się o ułożenie swojej listy gdańskich kulinarnych Warto, gdańskich kulinarnych Trzeba, właściwie lista ta układała się sama przez niemal 7 lat, które w Gdańsku spędziłam, może kiedyś ujrzy światło dzienne? Części z miejsc, o których bym napisała już nie ma, jak zwykle poniewczasie żałuję trochę, że nie robiłam na bieżąco zdjęć. Bo choćby takie pączki na Grunwaldzkiej koło dworca Gdańsk Wrzeszcz - najlepsze jakie jadłam! - zostaną już tylko wspomnieniem, z czasem staną się pewnie wielkie już nie tylko jak dłoń ale jak cały talerz, taka wspomnień uroda.

A co będę wspominać, jeśli kiedyś przyjdzie mi przeprowadzić się z Krakowa? Co zaczyna tworzyć listę moich krakowskich Warto? Jakiś czas temu, podczas jednej z rozmów z KaroLiną z Bułki z masłem padł pomysł, by listę naszych krakowskich Warto, listę krakowskich specjałów spisywać na bieżąco, gdy tu jesteśmy, trochę dla siebie, trochę dla tych, których z Krakowem łączą wspomnienia, którym zdarza się za Krakowem zatęsknić, trochę dla tych, którzy Krakowa jeszcze nie znają a może chcieliby poznać.
Kiełbaski spod Hali Targowej znalazły się w przewodniku Zjeść Kraków tuż za restauracją Hawełka a przed Klezmer Hois z krakowskiego Kazimierza. I choć na przewodnik duetu Makłowicz&Mancewicz patrzę coraz bardziej sceptycznym okiem, choć wspomniany Klezmer Hois rozczarował mnie niezwykle i doprawdy nie wiem co mój ulubieniec, Makłowicz Robert, w miejscu tym dostrzegł tak wyjątkowego, to kiełbaski z nyski polecam w ciemno każdemu, kto choć na moment odwiedzi Kraków i będzie miał okazję wybrać się na wieczorny spacer w okolice Hali Targowej.

Pamiętacie scenę z Anioła w Krakowie, w której anioł Giordano (Krzysztof Globisz) z Hanką (Ewą Kaim) pieką kiełbaski przy starej niebieskiej nysce przez całą noc obleganej przez barwny tłumek? To właśnie ta nyska! To te kiełbaski! Na co dzień co prawda stoisko obsługuje dwóch poważnych panów w białych fartuchach (zresztą bez nich to już nie byłoby to), kiełbaski smakują jednak dokładnie tak jak można sobie wyobrazić oglądając film - doskonale! Zwłaszcza późną, wieczorowo-nocną porą, zwłaszcza w tym miejscu.

Tak więc przepis na dziś jest krótki: któregoś dnia wybrać się wieczorową porą pod Halę Targową na Grzegórzeckiej w Krakowie, wypatrzyć niebieską nyskę, ustawić się w ogonku i po odczekaniu swojej kolejki wpałaszować plastikowymi sztućcami pyszną wiejską kiełbaskę upieczoną przez panów w białych fartuchach na ruszcie opalanym drzewem, na prawdziwym ogniu - wpałaszować i powiedzieć, że lepsza to już tylko taka z ogniska!

Ciekawe co o kiełbaskach napisze dziś Karolina? :-)

P.S. Należałoby jeszcze podać dokładny adres, ale dokładniejszego niż pod Halą Targową chyba nie ma.. Godziny otwarcia, wedle informacji na nysce: 20.00-3.00, choć ostatnio widuję panów wracając ze środowych warsztatów fotograficznych czyli tuż po godzinie 19 - to jeśliby ktoś nie gustował w nocnych wycieczkach, choć zapewniam - warto! :-)

19 komentarzy:

smacznydom pisze...

hm..pochodzę z Warszawy..i choć z zgodnie z tradycją powinnam kpić z Krakowa i Krakusów to przyznaję,że lubię to miasto i są takie dni, że mam chęć tutaj mieszkać:) Dzięki za przypomnienie mi atmosfery tego miasta:) A pod Nyskę chętnie wpadnę...:)

Mirabelka pisze...

Och, nie ma to jak w czasie imprezy w kamienicy na Wielopolu skoczyć sobie o 2 w nocy na taką kiełbasę. Do tego buła i oranżada za przysłowiowe grosze :D To jedno z moich ulubionych miejsc. :)

A tak poza tym, gdzie uważam że Warto... Prowincja na Brackiej i tamtejsza gęsta, gorąca czekolada oraz tarta cytrynowa. Oraz totalnie kiczowata, stylizowana na góralską chatę, z ok. 30 plastikowymi figurkami przed wejściem, Pepez Pizza z pyszną pizzą na trasie na Kryspinów... I jeszcze rok temu kawiarnia "More than a cookie" której niestety już nie ma :(

karoLina pisze...

Byłam bardzo ciekawa co napiszesz :) A propos, wiesz, że nyska w "Aniele" stała podobno na Szerokiej? (ale nie mogę ręczyć, ponieważ to nie ja wypatrzyłam). I zapomniałam napisać o polowaniu na te zęby plastikowego widelca, bo u mnie występuje tylko tekturowa tacka. Ale mam wrażenie, że klimat jednak oddałyśmy podobny.

Dzięki Monia za wspólną wycieczkę i już się szykuję na następne!

Amber pisze...

Moniko, ile to ja przegapiłam Warto i Trzeba...
A na kiełbaski z nyski to ja muszę się wybrać! Niech no ja tylko w mieście Kraka zagoszczę.
Uściski!

Toczka pisze...

Ach tak, mmmm, pamiętam, raz udało mi się zabłąkać w te okolice o odpowiedniej porze, jeszcze studentką będąc, w czasie odwiedzin u znajomych. Zdecydowanie letni to smak. Chrupka skórka i zakazana tłuściutka zawartość :D Teraz kiedy mieszkam w Krakowie na bardziej stałe niż wtedy, jakoś nie znalazłam okazji, żeby się tam zjawić między 20 a 3 rano. Hm, może wartoby to rozważyć w najbliższym czasie? ^^

ewelajna pisze...

Moniko, najpierw byłam u Karoliny... i powtórzę, że klimat czasów odległych a taki jakiś swojski i bliski:). Może kiedyś znajdę się w tych okolicach i będę szukać nyski...
P.S. Ja tez chce na warsztaty fotograficzne...!

Jswm pisze...

bywam w Krakowie co raz częściej, kto wie, może załapię się na kiełbaskę ;)

delikatessen pisze...

Spisywanie Warto i Trzeba to świetny pomysł - ja też powinnam, bo wiele ich już niestety przegapiłam...:( Ale te kiełbaski bardzo mnie korcą... Przy następnej wizycie w Krakowie będę chyba musiała wybrać się późnym wieczorem pod Halę Targową ;) Pozdrawiam!

monika pisze...

smacznydom > I to jest bardzo słuszne podejście :) Choć pokpić trochę też można :)

Mirabelka > O jak fajnie to czytać! A wiesz że jeśli jestem w Prowincji to też czeko lub tarta cytrynowa? No czasem cappuccino i obowiązkowo pogawędka z panem barmanem na temat picia kawy późnym wieczorem ;) Pozdrawiam Cię serdecznie :)

KaroLina > Czy na Szerokiej to nie wiem, wiem na pewno tyle że nie na Grzegórzeckiej :-) W sumie to nie chciałam Ci zabierać przyjemności napisania o przygodach z widelcem bo to Twój widelec był, ale co tam ;)
To co, czerwiec? :-)

Amber > chyba nie ma co się zastanawiać nad tym co się przegapiło tylko cieszyć tym czego się nie przegapiło, tak myślę :-)Zagość jak najszybciej i daj o tym znać koniecznie :)

Toczka > Warto! A chrupka skórka, oj masz rację, tak chrupka, że te plastikowe widelce się poddają, wiemy coś o tym :-)

ewelajna > Ja już się znajdziesz w tych okolicach to koniecznie daj znac :)
PS właśnie pomyślałam że to niezbyt rozsądne wspominać o warsztatach i dawać takie zdjęcie :D No ale to było tylko informacyjnie odnośnie godzin, tak się pocieszam ;)

Jswm > No to koniecznie! :)

delikatessen > Obowiązkowo :)

Moc pozdrowień Wam ślę :-)

Ola pisze...

jadłam i pokochałam - i kiełbaski, i klimat przy nich panujący! :)

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Monika! Ile to ja słyszałam opowieści o nysce i wstyd się przyznać ani razu nie ustawiłam się przed nią do kolejki...
Ale, jak już tam do Ciebie przyjadę, obiecaj, że umówimy się pod nyską!
Uściski:)

margot pisze...

ja z kiełbasa to jesteśmy dwa różne światy ,ale ciebie Monika mogę czytać i czytać

lo pisze...

Te kiełbaski są już legendarne. Kiedyś wybrałyśmy się tam z moją krakowską bratową. Dwie kobitki i kiełbasa. ile smiechu było. Ja zasadniczo nie jadam kiełbas, ale te były fantastyczne. jak ja pragnę tych Twoich gdańskich adresów.

burczymiwbrzuchu pisze...

Chętnie bym skonfrontowała twoją trójmiejska wersję "Warto" z moją:) Nie jadłam pączków we Wrzeszczu, ale uważam, że najlepsze na świecie są w pączusiu na Świętojańskiej w Gdyni(w szczególności z masą kokosową). Swoją drogą wyjeżdżając zawsze próbuję wyszperać w internecie co po prostu trzeba zjeść w danym miejscu, a przewodnik jedzeniowy byłby dla mnie zbawieniem!

buruuberii pisze...

Monika, sliczny wpis! Nie wiem czy to zabrzmi jak komplement (ale tam ma!), napisalas o kielbaskach z niebieskiej nyski wszystko tak jabym napisala sma :)) jeszcze "Aniola w Krk" wspomanials, ba! A czy Ty wiesz gdzie sa te schody z Aniola przy ktorych nyska stoi, gdzie oni ją przeniesli?
Sciskam.
PS. Napisalas "na prawdziwym ogniu" - to jest b. istotna informacja, Karolina wspomina cos o grilu i powaznei sie z Nia nei zgadazm :D

monika pisze...

Ola > to absolutnie zrozumiałe :)))

Kucharnia > Aniu, ja Ci obiecuję, ale przyjedź wreszcie! :))) Ściskam również serdecznie :)

margot > Alcia, jak ja Cię lubię :)))

lo > no dokładnie, tak właśnie wyglądała moja z Karoliną wycieczka - dwie kobitki i kiełbasa i dodatkowo poszukiwanie zębów z połamanych widelcy :) Gdańskie adresy obiecuję, niech tylko do Gdańska pojadę i zrobię jakieś zdjęcia (wcześniej mogę na mejla :))
:)

burczymiwbrzuchu > wrzeszczowe były z różą.. Z pączusia nie jadłam ale trudno mi uwierzyć że mogą być lepsze :D za to odnośnie przewodnika - absolutna zgoda :)))

buru > Basia, komplement wielki :))) Dzięki :* Basia, to chyba te schody: http://krakow-hotele.com.pl/foto_dane/user/maxi/3_0.jpg - jak myślisz? Koło Starej synagogi..
:-)))
P.S. No ba, bez ognia to by zwykła kiełbasa była :D

buruuberii pisze...

No wlasnie tak chyba mi Lukasz mowil, ale ja nie jestem pewna, musze zobaczyc film zeby sie upewnic, choc ja Ty wiesz, to moze nei trzeba podwazac :)) Usciski!
PS. Tak, tak ogien musi byc :D

Anonimowy pisze...

byłem z bratem i rodzinką od 24 do 27 lipca 2012 r. codziennie raczyliśmy się przed powrotem do domu kiełbaską. palce lizać.

Anonimowy pisze...

Byłem wczoraj .To nie to samo co kilka lat temu .Jadą na popularności na ilość nie jakość smażenie trwa 4 minuty kiełbasa a la wiejska lekko podgrzana bardzo osmolona. Popularność i niby klimat ( pijane menele i rzygające panienki) zepsuły fajne miejsce wspaniałą kiełbasę smażoną nie taśmowo i po której nie przewracało flakami ....szkoda