wtorek, 17 maja 2011

Majowy bundz

Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej (...). Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.
Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem

W pierwszą "poważną" podróż wyruszyłam jakieś 20 lat temu, w podróż w góry, w Sudety, z Mazur w góry - wyprawa to nie lada, dla kilkuletniej dziewczynki, która wcześniej znała jedynie swoje miasteczko, wieś Babci i wieś Dziadka oraz kilka okolicznych lasów i jezior to jak podróż niemal na koniec świata, dla ciekawej świata dziewczynki to coś najpiękniejszego. Przed wyjazdem wiedziałam o Sudetach wszystko - absolutnie wszystko co mała dziewczynka wyczytać może z Encyklopedii Popularnej oraz z książek znalezionych w dziecięcym dziale biblioteki, mapę dzierżoną przez Mamę w czasie wędrówek na Ptasią Górę traktowałam niczym skarb - na mapie było wszystko, cały ten nowy, jakże inny od tego znanego i jakże ciekawy świat! I cóż rzec, od tamtego czasu nie zmieniło się prawie nic - zmieniają się cele podróży, zmieniają się odległości, zmienia się sposób podróżowania - to niewiele. Poza tym nie zmienia się nic, to wciąż ta sama, pierwsza, niezwykła wyprawa, te same marzenia, emocje, podróż nie kończy się nigdy..

Dlaczego o podróżach piszę, choć blog to kuchni? Ano dlatego, że podróże i kuchnia (choć może lepiej rzec - kuchnie) są w moim odczuciu bardzo sobie bliskie. Kuchnia bywa pretekstem do podróży, kuchnia bywa sposobem na tęsknotę za miejscami, czasem za ludźmi, kuchnia bywa sposobem na powroty, pomaga przenieść się w miejsca do których daleko, kuchnia bywa podróżowaniem. Piszę dziś o podróżach, bo z tych pierwszych podróży właśnie, poza wirusem podróżowania, poza miłością do map i przewodników, które uwielbiam na równi z książkami kulinarnymi, poza wspomnieniami, z tych pierwszych podróży w góry zostało we mnie coś jeszcze - otóż została we mnie miłość do serów z owczego mleka :)Bundz to owczy ser o bardzo delikatnym smaku, może nawet i bez smaku, ser który jednak bardzo wyraźnie pachnie owcą* - i cudownie skrzypi pod zębami :) Podobno najlepszy jest ten uzyskiwany z mleka z wiosennego, majowego wypasu owiec, z mleka owiec zajadających majową łąkę, tradycyjnie uważa się go za przysmak aż do nocy św. Jana (24 VI) - to właśnie teraz jest najlepszy czas na sałatkę z bundzu i nowalijek. W sałatce, którą Wam dziś proponuję znajduje się wszystko, co w tej chwili najlepsze - młodziutka rzodkiewka, młodziutka cebulka, botwinka, zioła i dużo młodej zieleniny. Widziałabym tu i pomidory, jednak majowym pomidorom do doskonałości pozostałych składników jeszcze dużo dużo brak więc pomidorów nie będzie, zaręczam jednak że i bez pomidorów jest wyjątkowo pysznie!

Sałatka z nowalijek i majowego bundzu (aka "Co dobrego na Kleparzu**" :-)):

kilka plasterków owczego bundzu
pęczek rzodkiewki
pęczek botwinki
pęczek młodego szczypiorku (skrojonego z cebulkami)
pół garstki listków macierzanki

+ zielone:
2 garście młodej rukoli
1 garść sałaty
kilka młodych buraczanych liści pokrojonych z łodyżkami

+świeżo mielony czarny pieprz, ew. łyżka delikatnej oliwy

Bundz kroję w dość drobne słupki, nowalijki mniej drobno (rzodkiewki w ćwiartki a buraczki w plasterki), w misce układam porwaną/posiekaną drobno zieleninę (rukolę w całości), nowalijki, bundz, posypuję szczypiorkiem i macierzanką, doprawiam czarnym pieprzem, czasem skrapiam łyżką oliwy. Niezwykle wiosenna :-)
*Tak, zdaję sobie sprawę, nie dla wszystkich to będzie zaletą.. :-)
**Poza tym co w sałatce aktualnie doskonałe są jeszcze szparagi, szpinak, koperek i pietruszka :-)

16 komentarzy:

Rynn pisze...

Moniko, zdradzisz, gdzie kupujesz dobry bundz? :) Na kleparzu właśnie?

Jswm pisze...

właściwie to powinnam teraz zadzwonć do syna, żeby nie wracał do domu bez majowego sera!
tyle, że on pewnie nie znajdzie Kleparza :))

Kuchareczka pisze...

Ostatnie zdjęcie jest dla mnie kwintesencją wiosenności. Cudne! :)

monika pisze...

Rynn > zdradzę :) na Kleparzu właśnie - jest jedna pani która ma na prawdę dobry owczy bundz - nie kwaśny, taki właśnie bez smaku i dobrze śmierdzący, pani ta stoi właściwie na końcu placu, wyróżnia się tym że kilka "etykiet" ma wydrukowanych a nie wypisanych ręcznie :)

Jswm > A w Krakowie jest? to koniecznie, w razie czego przyślij namiary na syna, pokierujemy :)

Kuchareczka > Dzięki! :)))

Pozdrawiam Was ciepło :)

Lina w Śmietanie pisze...

Jest tam nawet kilka pań co mają pyszny bundz prawie każda daje spróbować, można sobie wybrać wedle własnego smaku :) Taak Stary Kleparz znajduje się gdzieś w bliskiej odległości od raju :)
Też o nim ostatnio wspominam na moim blogu :)

Amber pisze...

Moniko,Kapuściński,prawdziwy podróżnik,wiedział co pisze:podróżujemy stale,ciągle.Raz zaczęta podróż tkwi w nas głęboko.Nieustannie do niej wracamy i kontynuujemy swoje podróżowanie.
Moje wszystkie podróże są we mnie.
No i tak,jak piszesz,związane są ściśle z kuchnią.Dla mnie najważniejszą rzeczą,jaką chcę poznać w innym kraju,miejscu,jest tamtejsza kuchnia.Cudowna sprawa!
A na Kleparzu wspaniałe zakupy poczyniłaś.Sałatka z bundzem idealna na majowy czas.
Uściski serdeczne!

zemfiroczka pisze...

Monia, widzę te botwinki! A sałatka taka kurka, że chętnie bym wsunęła. Zwłaszcza, że bundzu to ja jeszcze nigdy, przenigdy.

A widzę,że mamy podobne Kumowe podejście do tematu w kwestii wypraw - wyczytać ile się, zanim się pojedzie ;)

buziak

Zaytoon pisze...

Wiesz, uwielbiam podróżować. Szkoda, ze tak rzadko mam możliwość, by tę pasję realizować... Bundzu nie jadłam nigdy. Żałuję. Ale może wkrótce?...

A sałatka - doskonała!

karoLina pisze...

Nie wiem, czy na własną rękę odważę się wybrać po bundz na Kleparz po Twoich opowieściach, bo mnie to można byle co wcisnąć (i zresztą obydwie strony będą nawet zadowolone, bo bardziej mi zależy, żeby po prostu dobre było, niż z jakiego to mleka). Sałatka świetna, ale ja nie mogę się doczekać na opowieść o całkiem innym serze.

monika pisze...

Lina > no właśnie rzecz w tym że nie wszystkie mają pyszny, no ale właśnie - można wybrać wedle własnego smaku :) Z tą odległością do raju to mnie rozwaliłaś - coś w tym jest! Serdeczności :)

Amber - życie jest podróżą - ot i tyle :) Górnolotnie-banalnie to brzmi ale chyba tak właśnie myślę. A z kuchnią i podróżami - dokładnie tak jak piszesz, często planuję wyjazd pod kątem jedzenia - fajnie że jest nas więcej :)))

Oczko > Tak na prawdę to sałatka powstała w celu zutylizowania nadmiaru dobra przyniesionego z placu a okazała się nadzwyczaj pyszna :) Kurcze blade z tym bundzem, Oko, posłałabym Ci ale boje się że po podróży z pocztą polską będzie już mało jadalny.. Pomyślę nad tym :)
To teraz czytamy Oczku o Pilicy ;) Buziak :)

Zaytoon > To ja Ci życzę podróży w jakieś bundzowe miejsce w najbliższym czasie :)))

Karolina > e, no coś Ty, myślę że teraz to nie ma się co obawiać, czasem w marcu na pytanie o to czy owczy panie odpowiadają ze owczy, to już przegięcie, ale teraz naprawdę miewają, zwykle zresztą podpisany i naprawdę pięknie śmierdzący :)
A opowieść o "tym" serze to pozwolisz ze jak już się spotkamy? Bo osiąga ona powoli rozmiary epopei :D
Serdeczności :)))

Ania vel Vespertine pisze...

Ojej, jak ja lubię to skrzypienie! Ale daleko ci u nas do bundza...

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Monika! Właściwie wszystko co chciałam napisać, powiedziała już Amber:)
Do bundza mam na szczęście bliżej i często zajadam! Następnym razem zrobię w Twojej sałatkowej wersji:)
Uściski!

Tilianara pisze...

Bundz kupowałam na Szembeku, ale nie jadłam go już ze dwa lata, więc Twoja sałatka wzmogła apetyt, oj wzmogła. Lecę schrupać rzodkiewkę, bo na razie tylko tyle mam z tej sałatki :)
Buziak cieplutki Moniś :)

buruuberii pisze...

Monika, pierwsze na co zwrocilam uwage, to nazwa salatki "co dobrego na Kleparzu" i w sumie od razu chcialam napisac, ze jednaj rzeczy nie ma w Pradze - nei ma prawdziwych targow... Potem sie powstrzymalam, bo w Krakowie nie ma siwzych lisci kaffif lime, wiec postanowilam nie narzekac ;-)

Ze wszystkich bundzow Malopolski polecam ten od Pana Klimowskiego w czaerem (tak tym Czernem ktore jest w nazwie wydawnictwa:).

Usciski!

ewelajna pisze...

Moniś, pod koniec czerwca mam zaproszenie do Krakowa - ciekawe czy wtedy jeszcze ten bundz dostanę w tamtych stronach, zapytam gospodynię, może pomoże szukać na tym Kleparzu właśnie... Narobiłaś mi smaku wielkiego...:)

Polka pisze...

Monika czy wyjdę na kompletnie zieloną Ewelinę jak powiem, że ja tego sera nigdy nie jadłam?????
Naprawdę ;)