poniedziałek, 30 stycznia 2012

Na Dzień św. Savy, perece

Białe ogrodowe meble z plastiku. Portret świętego i stojące na regale rosochate coś. Wystarczył rzut oka na salę 207 by pomyśleć, że kolejne 5 lat upłynie w z deka "niekonwencjonalnej" atmosferze. Gdy zaczynałam studia, katedra slawistyki jako najmniejsza na całej gdańskiej humanistyce dysponowała jedną jedyną salą, w związku z czym zajęcia odbywały się w najprzedziwniejszych miejscach - a to - dla żartu jak sądzę - w auli na 500 osób (gdy nasza grupa liczyła osób coś koło 10), a to na korytarzu, a to w białym domku, a bywało że i w zaprzyjaźnionym, ciemnym i wiecznie zadymionym, klubie studenckim X. Wiecznie zadymiony był zresztą nie tylko X, 10 lat temu papierosowy dym snuł się po bocznych klatkach schodowych wydziału, doniczki z paprociami na parterze służyły za popielniczki, a w gabinecie pewnego bardzo charakterystycznego profesora siekierę można było wieszać. Gdy kończyłam studia zadymiona przestrzeń skurczyła się do wydziałowego patio*, nasza 207, którą dla jej niezobowiązującego wystroju nazywaliśmy kaficiem**, dostała stoły i krzesła z prawdziwego zdarzenia, nowiuśkie, lśniące dekoracje, zmiany to obiektywnie na lepsze, ale czegoś jakby brak..

Wróćmy jednak do czasu, gdy w kaficiu ze ściany zerkał święty, stoły były plastikowe i okrągłe a z regału straszyło owo rosochate coś. Ustrojone bibułkami, wysokie na jakiś metr coś okazało się być slavskim kolačem, który w pierwszym roku istnienia katedry upiekła na slavę jedna z lektorek - jeśli dobrze liczę, ów kolač, nienaruszony, spędził na regale dobrych 10 lat, nie mam pojęcia kto odważył się go stamtąd zdjąć.

W Serbii nie obchodzi się imienin, obchodzi się slavę, czyli święto patrona. Najważniejszy jest patron rodu, swoje slavy obchodzą też jednak i przeróżne instytucje, miasta, slavę obchodzi też szkoła. 27 stycznia, slava św. Savy to w Serbii Dzień Edukacji Narodowej, to również święto wszystkich dzieci, dečija slava.. Bardzo podobało mi się w Serbii podejście do dzieci, takie południowe, pełne ciepła i dość swobodne. Dzieci jak wszędzie na południu są uwielbiane, med medeni i sama słodycz, zawsze blisko rodziców, čików i tetek**, którzy doskonale wiedzą, że maluchy mają to do siebie że się brudzą i są głośne. I nikt im tego nie ma za złe :-)

Wraz z serbskimi dzieciakami, 27.01 obchodzi swoją slavę również gdańska slawistyka, z tej okazji coroczne žito (pszenica z miodem i orzechami) i slavski kolač - kolač z pierwszej slavy to ten, który przetrwał w 207 kilka dobrych lat :-)
Nie napiszę dziś jednak o kolaču (który tak na prawdę jest suchą, mało słodką bułą..), napiszę o svatosavskich perecach. Dečija slava przypada zwykle w czasie zimowych ferii, dzieci nie idą wówczas do szkoły, idą zaś do cerkwi, recytują wiersze dla św. Savy i otrzymują podarki. W Vojvodinie tradycyjnym dziecięcym smakołykiem na Savindan są właśnie perece, pulchne drożdżowe precle, ze słoną polewą - wszystkie dzieci wiedzą, że ta polewa jest w perecach najpyszniejsza!

Svetosavske perece - przepis Jafi z bloga Kuhinjske čarolije (Verko, dziękuję!):

Ciasto:

400 g mąki
20 g drożdży
100 ml mleka
200 ml wody
50 ml oleju/oliwy o łagodnym smaku bądź stopionego masła
1 łyżeczka soli
1 łyżka cukru
1 żółtko+odrobina mleka

Polewa:

3 łyżki mąki
1 łyżka soli
woda

Drożdże rozpuścić w ciepłym mleku, dodać odrobinę mąki, cukier, poczekać aż drożdże "ruszą". Mąkę wymieszać z solą, dodać rozczyn, ciepłą wodę, tłuszcz, wyrobić bardzo miękkie ale nieklejące ciasto (w razie potrzeby podsypać delikatnie mąką). Ciasto odstawić do podrośnięcia (40-60 min.), następnie podzielić je na 8 części, z każdej formować długi, cienki wałek i zaplatać perece***. Pozwolić podrosnąć, w tym czasie przygotować polewę: mąkę wymieszać z solą, dodać zimnej wody tyle, by uzyskać "ciasto" o konsystencji nieco gęstszej niż naleśnikowa. Perece posmarować żółtkiem rozmąconym z mlekiem, piec na bladozłoto w 250'C (chyba ok. 8 min.), wyjąć, polać polewą, dopiec 2-3 min. W żadnym razie nie czekać aż ostygną ;-)
*Doszły mnie słuchy, że w tym roku, ze względu na całkowity zakaz palenia w miejscach publicznych zamknięto na głucho również patio - o zgrozo! Nie łatwiej było wywiesić kartkę?
** kafić - sch.'bar, knajpa, kawiarnia'
*** czyli wujków i cioć - nikt nie mówi do dorosłych per "Pan/Pani", dzieci są bardzo bezpośrednie i swobodne.
****Ciasto się bardzo zbiega, ale nie trzeba się tym przejmować, kształt łatwo poprawić, gdy perece już podrosną.

14 komentarzy:

Kamila pisze...

Wspaniała opowieść i precel do schrupania :) Pozdrawiam

margot pisze...

Monika , świetna ta opowieść,a 10- letnie slavskie kolače to musiały robić wrażenie:D

Ale jeść bym ich nie chciała:D co innego Svetosavske perece w wykonaniu twoim, toć to poezja jest

buruuberii pisze...

Ale numer - precel ze slonym lukrem, a ja jzu Moniak myslalam, ze w Serbii tez kolacz nie musi byc okraglym ciastem, a to jednak preclik :)) Moni, zakaz palenia - to strasznie, to nei przystoi uniwersytetom :D

PS. Ostatnio rozbawiala mnei rozowa slowacko-czeska:
C: mam svatek.
S: a jaky?
C: no svatek!
S: ale jaky?
C: coze? :D
Do tamtej pory myslalam, ze Czesi i Slowacy (dobrze, tacy ktorzy zaznali czesko-slowackiej telewizji) rozumieja sie bez 2 zdan ;-)

Gosia pisze...

ten slony lukier mnie bardzo zaintrygowal i powiadasz,ze to najlepsze jest???? pysznie wygladaja-fakt,nawet bardzo pysznie,to moze slony lukier tez pyszny jest....
Usciski Monis :)

monika pisze...

Kamila > Dziękuję pięknie :-)

margot > Alcia, kolac robił wrazenie przede wszystkim wyglądem :D Ale fakt, chyba nawet mrówki go nie ruszały ;) Precle Alciu pycha, jak już przyjedziesz to upiekę :-)
:*

buru > Basia, bo nie musi! Ale slavski kolac musi :) No a precel to precel ;)
Wiesz, zakaz jak zakaz, ale zamknięcie patio woła o pomste do nieba po prostu, toż humanistyka w Gda bez patio to za przeproszeniem mat-fiz jakiś (oni też mieli zamknięte patio):D
:**
PS. Myślałam dokładnie tak jak Ty :D

Gosia > ten lukier to taki bardziej słony krochmal jak mam być szczera, po upieczeniu wychodzi takie słone ciasto na zwykłym cieście, bardzo to dobre jest :)

Amber pisze...

Porwała mnie Twoja opowieść.
Studiowałam obok dziewczyn z w-wskiej slawistyki.Miałyśmy wiele wspólnych imprez.
A ten precel ze słonym lukrem jest idealny dla mnie.Idealny!
Ciepłe pozdrowienia Ci ślę.

Ola pisze...

cudownie się poczułam, jakby przenosząc się na chwilę na serbskie uliczki i czując dochodzący z każdej kuchni zapach świątecznych wypieków :)

vera pisze...

Joj, sto si ih predivno napravila!Drago mi je, posebno sto pratim tvoj blog, i znam sa koliko ljubavi ga pises!

Majana pisze...

Jakie fajne są te perece! :) I to co piszesz fajne:)
Decija slava też mi się podoba :)). I zito i slavski kolac... mmmm, to brzmi super, same nazwy mi się podobają:)

Ściskam MOnis:*

monika pisze...

Amber > Jak miło czytać takie słowa! :-) Też jesteś po jakiejś filologii? Aniu, precle są pyszne, nietypowe trochę bo miękkie jak słodka bułeczka a słone, ale pyszne, polecam Ci jeśli masz ochotę! Uściski :)

Ola > Olu, to się cieszę że zapach wypieków poczułaś czytając tę notkę a nie uniwerkowej "wędzarni" ;) Na serio - te precle piecze się w domu i zanosi do cerkwii, tam dostają je dzieciaki, podobno to uwielbiają :-)

Vera > Verice, bas mi je drago sto si me posetila! Hvala puno na ovom receptu od Jafi i na svemu sto pises! Puno pozdrava :-)))

majana > Madzia, dzięki :* Slavski kolac jest niedobry, szczerze, a już postny slavski kolac to paskudztwo do kwadratu, ale historie o kolacu fajne :))) Precle za to Madzia polecam szczerze!

Pozdrawiam Was ciepło :-)

atina pisze...

Cudowna opowieść ,a rogaliki pysznie wyglądają:) Ciekawa jestem ich smaku :)

gruszka z fartuszka pisze...

bardzo fajne te precelki :) jeśli chodzi o tłuszcz o delikatnym smaku, to najlepiej dawać olej rzepakowy, bo smaku nie ma wcale ;)

monika pisze...

atina > :-))) Dzięki Anitka, smakują zaskakująco, bo są słone a jednak chyba kwalifikują się do słodkości, tak przekornie ;-):*

gruszka z fartuszka > niby tak, ale upieram się przy olejach tłoczonych na zimno a takowy rzepakowy ma zapach i smak jednak bardzo wyraźny, wolę delikatną oliwę.. Pozdrawiam serdecznie :-)

tartinka pisze...

uwielbiam takie precelki :) a najdelikatniejszy smak ma olej rzepakowy bo nie ma go wcale :P