wtorek, 28 września 2010

Pomidorowa

Minął sierpień, minął wrzesień, znów październik
I już jesień rozpostarła melancholii srebrny woal
(...)
Addio pomidory
Addio ulubione
Słoneczka zachodzące za mój zimowy stół
Kabaret Starszych Panów, Addio pomidory

Kończy się wrzesień, kończą się pomidory. Te prawdziwe. Nie ma co się oszukiwać - na pomidory przyjdzie znów poczekać do sierpnia, a na długie, złe miesiące pozostają puszki i przeciery. Cóż poradzić - i tak lepsze to niż smutne, zimowe podróbki.

A dziś jeszcze taka pyszna pomidorowa..

Pomidorowa ze świeżych pomidorów to kolejny smak dzieciństwa i kolejna specjalność Babci*. Babcia nie uznaje zup rzadkich, zup w których nic nie pływa, a zupa bez zielonego to zupa bardzo licha - dlatego do letniej pomidorówki Babcia chyba od zawsze hojną ręką sypie natkę pietruszki, której ja kiedyś szczerze nie znosiłam. Pomidorowa ustępowała więc miejsca ukochanemu barszczowi (zabielanemu, słodkiemu, z dużą ilością buraczków, gęstemu, że łyżka staje) - do barszczu bowiem pietruszki Babcia nie sypała.. Kiedyś mój talerz pomidorowej obowiązkowo zdobił szlaczek z wyławianej natki, dziś sama szczodrze sypię pietruszkę do zupy - smaki podobno się zmieniają, chyba coś w tym jest.. A może lubię dziś natkę właśnie dlatego, że przywołuje wspomnienie tego dziecinnego szlaczka?

Maria Iwaszkiewiczowa w Gawędach o jedzeniu pisze o kucharzu, który tę samą pomidorówkę (z jednego garnka) podawał służbie - jako zupę pomidorową i państwu - jako fumée de tomates - tu zdecydowanie wybieram pomidorową - domową, ze świeżych pomidorów, z natką i kluseczkami. Najprostszą, najlepszą. Najlepsza pomidorowa (przepis Babci, składniki podzielone gdzieś przez 4**..):

5 dużych, dojrzałych pomidorów
3-4 marchewki
1/2 szkl. gęstej śmietany
garstka natki pietruszki
sól
świeżo zmielony czarny pieprz

Pomidory należy sparzyć wrzątkiem, obrać i pokroić jak bądź. Następnie wrzucić na patelnię lub do garnka, pogotować kilka-kilkanaście minut z odrobiną wody. W oddzielnym garnku ugotować lub udusić na maśle pokrojoną marchewkę. Podgotowane pomidory i marchew można przetrzeć przez sitko - Babcia nie przeciera, ja zazwyczaj tak - następnie dodać szklankę lub dwie wody i zabielić śmietaną - sposób na zabielanie figuruje w moim kajeciku jako sposób Pani Gregorczykowej - zabielać zupy nauczyła mnie przyjaciółka mojej Babci, która poradziła mi , by śmietanę zawsze dobrze osolić i rozrobić z kilkoma łyżkami zimnej wody*** i dopiero wówczas wlać do zupy. Działa, mogę ręczyć, że się nie warzy!
A wracając do pomidorowej: zabieloną zupę powoli zagotować, dodać drobniutko posiekaną natkę i kluski - domowy makaron byłby idealny, jeśli jednak domowego makaronu brak a nie chce mi się go gnieść - robię do pomidorowej kluseczki z lanego ciasta, czyli: 1 żółtko, 1 jajko, 4 łyżki mąki - zakręcić w kubku i z łyżki wlewać do gotującej się zupy małe kluski - pycha!*Mama natomiast jest ekspertem od pomidorowej-zimowej, z przecieru.
**Przepisy Babci przewidują ugoszczenie minimum pułku wojska, poza tym Babcia nie uznaje absolutnie żadnych pustych przestrzeni na talerzu - porcje nie do przejedzenia :-)
***myślę, że chodzi tu raczej o sól, a zimna woda jest elementem metafizycznym, ale pewności co do tego nie mam, zawsze zapominam spróbować bez wody..

10 komentarzy:

margot pisze...

Monika , u Ciebie zwykła pomidorowa wygląda niezwykle i niezwyczajnie :))) Jak to robisz?

Polka pisze...

Monika ale cudne to zdjęcie ostatnie.
Ja niestety coś czuję, że sezon na pomidory przecieka mi przez palce :(
Miałam zrobić keczup i nie mam słoików.
Przez ten cholerny mus jabłkowy który jest obłędnie dobry i który wyjadam palcami ze słoików ;)
Nic mi na zimę nie zostanie. I dobrze. Pewnie znowu czeka nas przeprowadzka hihi

:*

Pomidorówkę lubię bardzo!

viridianka pisze...

jak ja nie lubię pietruszki w zupiexD mam nadzieję że mi przejdzie jak i Tobie (;

pozdrawiam wieczornie.

ewelajna pisze...

Też nie lubiłam pietruszki, ale mi przeszło:) i mogę jeść ja nawet na chlebie - nie nawet, ja ją uwielbiam na chlebie - z solą:)
POmidorówka w sezonie jest najczęściej goszczącą w moim żołądku:)
Snów szczęśliwych, MOniko!

monika pisze...

margot > Alcia, dzięki wielkie :) Złośliwi twierdzą że zupa została zabielona pod kolor znajdującego się w domu kwiatka, ale to pomówienia :D

Polka > Pola, dzięki :))) Nie wierzę, u Ciebie też brak słoików? Ja nie wiem co to jest, obeszłam wszystkie sklepy tutaj i nie znalazłam słoików mniejszych niż 325 ml.. Przykrywek za to w pieron :D
Ja tam planuje przeprowadzkę z zapasami, hihi :D

viridianka > Viri, wiesz, z pietruszką mi przeszło, z grzybami nie chce przejść :D

ewelajna > Na chlebie? Tak nie próbowałam! Ale z koperkiem/szczypiorem jest pysznie więc pewnie z pietruchą też :)))

Pozdrowień moc i dobrej środy Wam życzę :)))

Amber pisze...

Moniko,jak ja lubię tę piosenkę w wykonaniu Michnikowskiego!
Pomidorową też i dzisiaj u mnie będzie - z pieczonych pomidorów.
Pozdrawiam pomidorowo!

monika pisze...

Amber, Michnikowski zawsze uroczy :-)

Z pieczonych pomidorów? To musi być ekstra - zdradzisz jakieś szczegóły?
Pozdrawiam ciepło :-)

buruuberii pisze...

Zazdroszcze Ci dziecinstwa Monika :))
Pomidorowa ze swiezych pomidorow poznalam kilka lat temu dzieki mamie Lukasza i juz nie robie innej, z lanymi kluseczkami pychota.

Mowisz, ze babcia gotuje dla ulanow w ilosciach na tuziny - ach!

monika pisze...

Basia, wyciągania pietruchy z zupy mi zazdrościsz? ;) Nie no, fajnie było, pomidorowej się nauczyłam, ale powiem Ci że barszczu takiego babcinego to chyba nigdy się nie nauczę..

Na tuziny, dobrze powiedziane, kurcze, pod względem ilości jedzenia to się wyrodziłam, mam wrażenie że ja czasem gości swoich nie dokarmiam :D

buruuberii pisze...

Nie, nie Monika, nie pietruszki :) Zreszta jako dziecko tez jej nie cierpialam, w zyciu bym nie wpadla wtedy ze cos takiego jak salatka z piertuchy tylko moze byc dobre :)) Zazdroszcze zupy ze swiezych pomidorow babcinej... Usciski!