niedziela, 10 stycznia 2010

Czekoladowiec z suszonymi śliwkami

Sobotni wieczór. Spacer z M. zasypanymi i niemal opustoszałymi ulicami naszego miasta, brnięcie w śniegu po kolana i wskakiwanie w co większe zaspy (M. tym razem udawała "tę poważną" i nie chciała wskakiwać :D), a po powrocie do domu - wpatrywanie się przez kuchenne okno w płatki śniegu wirujące w świetle latarni i pieczenie ciasta.. Intensywnego w smaku, bardzo delikatnego i puszystego, wilgotnego i baaardzo czekoladowego.. Pierwszy kawałek zjedzony na ciepło, o zgrozo - około północy :D Zapach czekolady unosił się w kuchni jeszcze dziś rano! Bardzo polecam :)

250 g suszonych śliwek
250 ml wody
1 3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
125 g masła w temp. pokojowej
145 g drobnego cukru
2 duże jajka
185 g mąki (przesianej)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
150 g gorzkiej czekolady
Śliwki pokroić i zagotować w szklance wody - gotować przez ok. 3 min., dodać 1 łyżeczkę sody, zestawić z gazu do ostudzenia. Czekoladę rozpuścić na parze. Mąkę połączyć z 3/4 łyżeczki sody i proszkiem do pieczenia. Masło utrzeć z cukrem na gładką, puszystą masę, dodawać kolejno jajka cały czas ubijając. Stopniowo dodawać mąkę, wymieszać do połączenia składników. Dodać śliwki wraz z zalewą - wymieszać. Na końcu dodać ostudzoną czekoladę - dobrze wymieszać do połączenia składników. Piec w 180'C przez 40-45 min. (aż ciasto zacznie odstawać od blaszki).
Smacznego!
* Przepis Asi z Kwestii smaku.

7 komentarzy:

Agata pisze...

Skoro jest z suszonymi śliwkami- na pewno by mi smakowało!

zemfiroczka pisze...

Aha! Czyli do sangrii poproszę jeszcze ciasto! ;))

monika pisze...

Agata > no właśnie tych śliwek raczej nie czuć.. ;) Wydaje mi się, że dzięki nim ciasto jest takie wilgotne, ale w smaku są naprawdę niewyczuwalne - co nie zmienia faktu, że ciasto jest pyszne - posmakuje na pewno :)
zemfiroczka > oczko - do usług - czeka na Ciebie ;)
Uściski :)))

zemfiroczka pisze...

Haha! "Mówisz - masz" Ale fajnie! ;D

Vera pisze...

Greats recipes!

buruuberii pisze...

Monika, to ja biore bez zastanowienia Twoj pomysl i wybacz, ze tak bezczelnie Cie zmalpuje i pozwole sobie dodac suszone sliwki (oj zebym tak miala wedzone) do brownies - czuje ze bedzie to wlasnie idealne, na Twa czesc - nie zapomne! Pozdrowienia z zasypanej po kolana Pragi :-)

monika pisze...

Vera > Thanks :)))
buruuberii > Basia, no to ja się strasznie cieszę, chociaż pomysł nie mój ;) - bierz bierz przepis, napewno Ci posmakuje, czekolada i śliwki chyba naprawdę się lubią (a wędzonych to ja już kurcze pół zimy szukam i nie ma.. chyba w tym roku zaniosę własne do pana wędzarza :D)
I ja pozdrawiam, chwilowo z zabłoconego po kolana Gdańska :)