czwartek, 24 czerwca 2010

Chleb z ziemniakami

- Babciu, opowiedz jak się u Was piekło chleb?

- No więc wieczorem się zaczyniało.. W dzieży był kawałek ciasta, zostawiony z ostatniego pieczenia - to ten zakwas (a dzieże we wsi były trzy, gospodynie sobie pożyczały) - rozrabiało się go wodą, sypało mąkę
(- Ile tej mąki Babciu? - Oj, no trochę, dwa-trzy sitka..), sól i to przez noc rosło.

Rano - raniutko - sypało się mąkę - czystą, białą - (-Ile Babciu? - Oj, no tak, żeby z pół dzieży tego ciasta było..), saganek ziemniaków i wodę (-Ile wody Babciu? - No żeby dobre to ciasto było, takie na chleb..), jak było mleko to i mleko i się wyrabiało - aż ciasto zaczęło odchodzić od ręki.

Wtedy w cieście robiło się ręką "dziurę", przykrywało lnianym płotnem i stawiało koło pieca,do rośnięcia. Jak latem się w piecu nie paliło, to dzieża była przykryta poduchą - taką, wiesz, wiejską, wielką - chleb musi mieć ciepło żeby rósł.

Jak już "dziura" zaczynała się schodzić to trzeba było rozpalać w piecu, chleba zaraz będzie pełna dzieża. Paliło się drewnem, żar później Mamusia wygarniała pomiotłem mokrym, to w piecu była wilgoć.

Chleb piekło się w blaszkach - 7-8 blaszek, a jak blaszek nie było to na liściach - dębowych, albo na chrzanie, albo na tataraku z Narwii - taki na tataraku był najlepszy..

Pod koniec pieczenia Mamusia przesadzała bochenki - wyciągała z pieca, smarowała skórkę sadłem (żeby ładnie błyszczała) i wkładała z powrotem do pieca - te z przodu na tył, z tyłu do przodu.

Na upieczonym chlebie robiło się znak krzyża, zawijało w lnianą ściereczkę i kładło bochenki na deskę, taką specjalną Tatuś zrobił na chleb, na belkach pod sufitem.

A na końcu do pieca szedł wychopieniek - taki z resztek ciasta wyskrobanych z dzieży (Tatuś mówił "wyskrobek"), niski placek - jadło się od razu, dobrze nasmarowany sadłem, jak nie było sadła to słoninką, a zimą z kapustą, cebulką i z własnym olejem ze lnu - och, to było coś najwspanialszego..

- Babciu, upiekłam chleb, spróbujesz?
- I pewnie znów ważyłaś mąkę?
Odkąd piekę chleb, marzę by upiec chleb z opowieści Babci. Chleb z ziemniakami, "Rosyjski", znalazłam u Tatter - u Babci był żytni, ten jest pszenny - żytni z ziemniakami jeszcze przede mną - ale mogę powiedzieć, że to absolutnie najlepszy pszenny chleb jaki do tej pory jadłam - wilgotny, wyraźnie zakwasowy, bardzo długo świeży. Babcia pochwaliła :)

225 g ziemniaków (ugotowanych)
2 łyżki masła
115 g zakwasu żytniego
100 ml wody z gotowania ziemniaków
350 g mąki pszennej chlebowej
2 łyżeczki soli
Ziemniaki ugotowane rozgniatam, dodaję masło. Zakwas mieszam z wodą, dodaję, mąkę, sól, mieszam, dodaję ziemniaki. Zagniatam ciasto - gładkie, dobrze się wyrabia. Zostawiam do podwojenia objętości. Odgazowuję, formuję bochenek, wkładam bochenek do wyłożonego omączoną gazą koszyka, odstawiam do ponownego wyrośnięcia. Piekę 10 min. w 230'C, 15 min. w 220'C i dopiekam w temp. 210'C - ok. 10 min. Kroję wystudzony.
I jeszcze dwa chleby, które ostatnio piekę najczęściej.

Pain de Martin od Ali-margot - Ala mówi, że to chleb mistrzowski, z najwyższej półki i ma absolutną rację! Piekłam z mąki pszennej chlebowej i żytniej - sitkowej 1400 i 720.
I Najlepszy Basi. Najlepszy jest rzeczywiście najlepszy - prosty, powiedziałabym luzacki przepis, mało pracy - spokojnie można go wyrobić (czy raczej wymieszać), zostawić, zapomnieć, wyjść na kilka godzin, przypomnieć sobie o nim, gdy już ucieka z foremki - wychodzi zawsze i smakuje tak jak powinien smakować chleb :)edit: "Rosyjskim" z ziemniakami Stoliczek debiutuje w Weekendowej piekarni! Zupełnym przypadkiem więc tym bardziej się cieszę i dziękuję Zaytoon :-)))

14 komentarzy:

Zaytoon pisze...

Niesamowite! Wiesz, że ten, właśnie TEN, chleb zaproponowałam do obecnego wydania Weekendowej Piekarni? ;))

Wspaniały jest!

Pozdrawiam!

grazyna pisze...

Piękna opowieść Babci !
Zazdroszczę Wam trochę tych chlebów, ja robię tylko drożdżowe... Ale szczerze podziwiam :)

asieja pisze...

cudowny wpis. przeczytałam z uśmiechem na buzi. szczególnie jeśli chodzi o końcówkę i ważenie mąki.. :-)
piękne chleby.

monika pisze...

Zaytoon > rety, to mogę się dopisać? Zawsze chcę wziąć udział w wp i jakoś nie wychodzi, a tu taki zbieg okoliczności :))) Świetny jest ten chleb, prawda?
grazyna > Grazynka, tu nie ma co zazdrościć, tu trzeba piec! ;) Swoją drogą dobry drożdżowy to też jest coś :)
asiejka> Dziękuję :) No Babcia się zawsze ze mnie śmieje przez to ważenie mąki, bo przecież chleb to tak "trochę tego, garść tego, żeby było dobre i już" - a ja ciągle pytam "ile" :D
Miłego piątku Wam życzę :)))

buruuberii pisze...

Moniczka, piekne chleby! I nawet nie ten naj, ale ziemniaczany mnie zaciekawiel - widzialam go, ale jakos stawialam na ten weekend na kminkowy i wiesz co? Bedzie ziemniaczany, z Twego polecenia ;) chelby tatter uwielbiam, a jak Ty polecasz, to bedzie sie dzialo!

Jakbym swoja Babcie celke slyszala, Ona co prawda nie uzywala wagi, ale liczyla kluski do roslolu :D

monika pisze...

Basiulka :) dziękuję! To mam nadzieję że Ci posmakuje, chociaż dziwnie jestem o to spokojna, pyszny jest ten chleb, zupełnie nie jak pszenny :)
Mi się zachciało oliwkowego tym razem, szukam przepisu jak na razie :) A Najlepszy jest przynajmniej raz na dwa tygodnie!

Kluski do rosołu? Rety.. :)

:*

margot pisze...

maki , chabry i piękny chleb
Monika ,ale mnie wprawiłaś w pyszny nastrój :)

buruuberii pisze...

Monika, upieklam wczoraj ziemniaczany z Twego polecenia - pychota! O i tak z checia zwiekszylabym ilosc zytniej maki :)

A z moja Babcia to tak jest, ze liczyla pierogi golwnie, ale byla precyzyjana w obiczeniach, wiec jej ukochane corki nabijaly sie, ze nawet nitki makaronu liczy :D

Panna Malwinna pisze...

Ten chlebek taki piękny. Moja Babcia też nic nie odmierza- jak się pytam ile, to ona mówi - no wiesz na oko tak by było dobrze;)

monika pisze...

margot > Ala, strasznie się cieszę :) I dzięki za przepis na Martina :)))

buruu > Basia, no to super, jak na pszenny to klasa, nie? a wiesz co, znalazłam właśnie przepis na 100% żytni z ziemniakami, w WE wypróbuję :)
A pierogi to i moja Babcia liczy - czy oby nie za mało komuś na talerz włożyła :D Nikt nie jest w stanie zjeść babcinych porcji :D

Panna Malwina > No tak z tymi babciami jest, ale dochodzę do wniosku że o dziwo, z tych przepisów da się gotować :)

Miłego tygodnia Wam życzę przy poniedziałku :)))

buruuberii pisze...

Monika, o wysmienity jest, wreszcie dobrze kwasny chleb mi wyszedl!

Twoja babcia musi pogadac z mama Lukasza, znajdzie bratnia dusze :-)

zemfiroczka pisze...

"- Babciu, upiekłam chleb, spróbujesz?
- I pewnie znów ważyłaś mąkę?"

Ha, ha, ha! :)

Pikne chleby, Pani, smakowite bardzo.

mamamarzynia pisze...

Rozmarzyłam się... Właśnie tak było u mojej Babci, z tym że babcia smarowała skórkę chleba wodą. ja też o tym piszę w jednej z notek o chlebie.
Ładnie to napisałaś :-)

monika pisze...

Basia, no, czuć że on na zakwasie, zdecydowanie :)
Oczko, no z tą Babcią to już tak jest :D Dziękuję, Pani ;)
mamamarzynia, dziękuję! Lecę szukać u Ciebie notki o chlebie :)