sobota, 27 listopada 2010

Cukrem pudrem oprószone

.. ze śniegiem, z choinką, ze Świętami? Z mrozem? Z saneczkami? Z ciasteczkami? No przecież, że z ciasteczkami! Zima kojarzy się z ciasteczkami!

Idzie zima, to już nie są żarty, sypnęła śniegiem, powiała mrozem - to znak, że czas już najwyższy, by brać się za ciasteczka - im zimniej, im mroźniej, tym większą mam chęć na turlanie, wałkowanie, wycinanie uroczych drobiazgów - by pachniało wanilią, rumem, korzeniami, śmieję się czasem, że piekarnik zastępuje mi kominek :-)

W mojej rodzinie pieczenie ciasteczek nie ma jakiejś specjalnej tradycji. Babcia z jedną z Ciotek przechwalają się co prawda, jak to kiedyś, dawno temu, wypiekały kilogramy ciastek "z maszynki" (zagniatało się 2-3 kg kruchego ciasta, przepuszczało przez maszynkę i niosło do piekarza, a potem odbierało całe kartony ciastek), ale musiało to być naprawdę dawno, dawno temu, zupełnie Babci z ciasteczkami nie kojarzę.. Mama zaś, zapytana, czy piekła kiedyś ciasteczka, spojrzała na mnie tak wymownie, że już nawet nie musiała pukać się w głowę, wszystko zrozumiałam..

Ja zaś mogłabym, za Kokoszką Smakoszką, powiedzieć na to: A ja owszem, a ja tak! Uwielbiam piec ciasteczka, uwielbiam zagniatać, uwielbiam wałkować, wycinać, turlać, obtaczać, opatulać - zwłaszcza zimą! - nawet nie muszę ich jeść - formowanie perfekcyjnych malutkich ciasteczek sprawia mi tyle frajdy, że mimo uszu puszczam nadzwyczaj często słyszane: Że też ci się chce! :-) A najwięcej radości sprawia patrzenie jak tych ciasteczek z godziny na godzinE ubywa - i już można zagniatać ciasto na kolejne :-)

Dziś proponuję dwa przepisy na ciasteczka idealne. Ktoś, nie pamiętam kto, ale na pewno ktoś bardzo mądry, powiedział, że perfekcja to taki stan, kiedy nie można już nic odjąć. O tak, minimalizm w czystej formie - białe i czarne ciasteczka - cukrem pudrem niczym śniegiem poprószone, zimowe..Ciasteczka czarne to chocolate crinkles - kruche na zewnątrz, w środku delikatne, może odrobinę przypominające brownies. Mając w pamięci przepyszne Basler brunsli, które piekłam zeszłej zimy (i tej zimy upiekę również!) do masy czekoladowej dodałam odrobinę Kirschu i powiem nieskromnie, że to był bardzo dobry pomysł.

Śniegiem oprószone chocolate crinkles (przepis ze strony Joy of Baking):

56 g masła
225 g gorzkiej czekolady
100 g cukru
2 jajka
195 g mąki
cukier puder do obtoczenia
+ (opcjonalnie) 1-2 łyżki kirschu (lub innego alkoholu)

Czekoladę z masłem rozpuszczam w kąpieli wodnej, białka ubijam na sztywną pianę, dodaję żółtka, masę czekoladową, kirsch, mieszam dokładnie. Dodaję mąkę, zagniatam łyżką zwarte ciasto, które odstawiam na co najmniej kilka godzin (najlepiej na noc) do lodówki. Po schłodzeniu formuję z twardej masy kulki wielkości orzecha włoskiego, obtaczam w cukrze pudrze, piekę ok. 8 min. w 170'C. Masa do pieczenia musi być jak najtwardsza i jak najzimniejsza - wtedy ciasteczka się rozpłyną a ładnie popękają.Ciasteczka białe zaś to amaretti, za które zabierałam się dobre dwa lata, dokładnie - odkąd zobaczyłam ten przepis u An-ny - obawiałam się, że mogą być w pieczeniu podobne do upiornych makaronków, kiedy jednak przeczytałam, że An-na miała podobne obawy, które szczęśliwie się nie sprawdziły, wiedziałam że amaretti upiec muszę. Nie wiem natomiast zupełnie, dlaczego czekałam tak długo :)

Amaretti:

300 g migdałów
300 g cukru pudru
2 białka
1 łyżka amaretto
+ kilka (4-5) łyżek mąki
(opcjonalnie: kilka pestek moreli* - same środki)

Migdały mielę z cukrem pudrem i środeczkami morelowych pestek, dodaję białka, amaretto, zagniatam ciasto. Jeśli będzie bardzo luźne można dodać kilka łyżek mąki. Formuję kulki wielkości orzecha, obtaczam dokładnie w cukrze pudrze, piekę w 140'C ok. 15 min. Nic dodać, nic ująć!*Pestki moreli nadają charakterystyczny, gorzkawy posmak (a może nawet bardziej aromat?), można pominąć, warto nie pomijać. Dodam jeszcze, że te amaretti to zdecydowanie najlepsze ciasteczka jakie ostatnio jadłam :-)

21 komentarzy:

zauberi pisze...

jakie ładniutkie, jak śnieżne kule :)

Maggie pisze...

Ciasteczka cudowne, az milo popatrzec. Zwlaszcza amaretti ciesza moje oko - i mysle, ze przepis na nie wykorzystam.
Tylko ten malenki blad ortograficzny w tytule troche boli. Ale nic to, zdarza sie nawet najlepszym :)

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Monika! Ty dzisiaj?! Ależ niespodzianka - cudnie mi się sobota zaczęła i pięknie kończy w takim razie:)
Zdjęcia - cudowne! Zwłaszcza pierwsze - ach!!!!
U mnie tradycja ciasteczkowa jest fundamentalna - co roku pieczemy kilogramy ciasteczek - średnio 15 rodzajów, a później rozsyłamy po Polsce i świecie dla całej rozsianej w różnych stronach rodziny i rosnącego grona przyjaciół:) To tradycja od czasów mojej kochanej Prababci i bez ciasteczek nie ma świąt!
Pozdrawiam Cię serdecznie!
P.S. Czy to znaczy, że w poniedziałek też będziesz?! Hurraa!

Ania vel Vespertine pisze...

Swietne ciacha :)

PS Moniś, ó :)

Karmel-itka. pisze...

jejku... jakie uroczo popękane.
wspaniałe.

Kaś pisze...

robiłam je. obłędne w smaku :) świetnie się prezentują

mniamusne.blox.pl pisze...

Mnie też zima kojarzy się z ciasteczkami :) Twoje wyjątkowo zimowo się prezentują!

margot pisze...

z tą Kokoszką Smakoszką,to dałaś czadu , uśmiałam się nieźle , kurcze ja też pasuję na taka kokoszkę chyba co?
No nieźle te twoje kurze wytwory się prezentują, tfu pięknie, tak zimowo
Monika , mi tez zima się kojarzy z tonami ciastek ,a pierniczków szczególnie i tym ,że ja zagniatam , wałkuje , turlam , piekę , wyciskam...., czasami komuś wciskam też już gotowe ciasteczka :P

aga pisze...

piekne ciasteczka:) wygladaja jak sniezne kule:)

Arvén pisze...

Ja też przyznam - że też Ci się chce...dzisiaj robiłam ciasteczka i mam na razie serdecznie dość, wałkowanie mnie skutecznie wymęczyło ;)
Ale coś musi być w tym, że ciasteczka kojarzą się z zimą - w tym okresie roku robię ich najwięcej.
A Twoje wyglądają jak śniegowe kuleczki ;)

monika pisze...

zauberi > dziękuję! :-)

Maggie > amaretti są przepyszne, polecam bardzo i wielkie dzięki za wytknięcie byka :))) Oj, powinnam ze słownika ort. korzystać znacznie częściej niż korzystam :D Dziękuję jeszcze raz :)

Anna-Maria > Ania, a czemu nie? :) Ale miło czytać to co piszesz :))) Zazdroszcze troszkę takiej ciasteczkowej tradycji, strasznie miło dostać takie pudełko ciastek, a jeszcze milej je komuś dać :)
P.S.Ania, w poniedziałki to Basia - buru, hihi :) Ja bywam różnie, fakt - zwykle po weekendzie, ale tym razem miałam taką miłą ciasteczkową końcówkę tyg. że jestem w sobotę :)

Ania > Dzięki :)))
PS. Poprawiłam :)

Karmel-itka > no, pękają uroczo i pysznie smakują :) Upieczesz? :)

Kaś > o, cieszę się bardzo że potwierdzasz, dziękuję :)))

mniamuśne > o tak, zimą fajnie jest się ugrzać przy piekarniku :) I jeszcze bonus w postaci blachy ciastek, to jest to :)Dziękuję :)

margot > o tak, tak, Alcia, Ty to jesteś taka Kokoszka nad kokoszkami, najbardziej pracowita, bez dwóch zdań :) Te Twoje 21 blach mi do dziś w pamięci siedzi - ale to fajnie być taką kokoszką nie? :) Ci, którym ciasteczka wciskasz - oj, chyba im zazdroszczę :D

aga > dziękuję pięknie :)))

Arven > no wiesz.. :) Ale rozumiem, ja nie lubię lepienia pierogów to wierzę że można i wałkowania nie lubić :)

Cieszę się strasznie, że Wam się ciasteczka spodobały, ściskam ciepło i pozdrawiam :)

Amber pisze...

Moniko, osiągnęłaś perfekcjonizm w ostatecznej postaci, bo tym wspaniałym wypiekom nic,ale to kompletnie nic nie można odjąć.
A smaki, no po prostu boskie!

lo pisze...

W zeszłym roku piekliśmy crinkles dla św. Mikołaja. Ten smak już znamy, ale amaretti muszę upiec koniecznie. Pięknie je zrobiłaś.

Ania vel Vespertine pisze...

:) Mam nadzieję, ze Cię nie uraziłam:)

A ciasteczka pewnie upiekę za jakiś czas, bo nigdy ich nie robiłam, a mam na nie ochotę.

BUźka!

An-na pisze...

Moniko, cieszę się, że i Tobie amaretti przypadły do gustu. A jakie łatwe, prawda?

myniolinka pisze...

sypnęło śniegiem całkiem obficie :) dzisiaj stwierdziłam że w tych naszych piekarnikach kryje się jakaś magia... odpalamy z odpowiednią zawartością i od razu jest lepiej prawda?

ps. a z ciastek te ciemne mi się podobują najbardziej...

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Moniko! Wiem, że Basia w poniedziałki, ale Ciebie ostatnio też z tym dniem zaczęłam kojarzyć! Ogromna radość, że i w inne dni można liczyć na takie rarytasy, jak Twoje posty! Całusy!

Zaytoon pisze...

I u mnie nigdy nie było tradycji pieczenia ciastek. Właściwie - żadnej pieczenia tradycji nie pamiętam, prócz mglistych, dziecinnych wspomnień o Babci wypiekającej biszkopt z owocami i murzynka. Ja za to tę tradycję staram się wprowadzić i ciasta piec, w miarę możliwości, jak najczęściej.

Twoje "śniegowe" ciasteczka prezentują się ślicznie - od razu przypuszczałam, że jednym z przepisów będą moje ukochane chocolate crinkles; amaretti dopiero przede mną, ale, ale! to kolejna rzecz, którą planuję przygotować w najbliższej przyszłości. :)

Pozdrawiam!

zemfiroczka pisze...

Żabciu, Niuniu - oj jak mi się chce ostatnio brać za pieczenie ciastek - nie wiem skąd mi się wzięła ta zachciewajka, ale już przebieram w przepisach i Twój ląduje wysoko na górze :)

duża buzia

monika pisze...

Amber > oj, jak miło to czytać, dziękuję :*

lo > wiesz, myślę że Mikołajowi amaretti jeszcze bardziej posmakują, przepyszne są :)))

Ania > No coś Ty, to ja Ci dziękuję za zwrócenie uwagi :))) Ciasteczka pyszne więc polecam :) Buźka do Ciebie :)

myniolinka > o jeszcze jak sypnęło .. :))) Coś jest z tymi piekarnikami, oj tak :)
PS. Wiesz, te czarne moze ładniejsze, ale białe chyba smaczniejsze :) Choć oba pyszne!

Ania > Ech, no niestety, ja nie umiem być tak systematyczna :))) Ale mam nadzieję że w inne dni też będziesz wpadać? :):*

Zaytoon > Oliwka, a wiesz, mi się też Babcia z takimi "porządnymi" ciastami kojarzy, placek konkretny itp, ciasteczka jakoś nie.. Znalazłam więc sobie niszę :D
A amaretti baaardzo Ci polecam, jak crinkles już piekłaś to tym bardziej :) Pozdrawiam również :)

Oczko > Oczko kochane, to to są świąteczne ciasteczka jak Ty tu jesteś, bez dwóch zdań :))) Dobra zachciewajka, piecz piecz i amaretti upiecz koniecznie :) Buziam i ja :):*

Karola pisze...

boskie te ciasteczka. obydwa!