poniedziałek, 20 grudnia 2010

Piernik

A co o pierniku?
Mogłoby być na przykład tak: to stary, stareńki przepis, z tradycją, kulinarne dziedzictwo. Mogłoby być też tak: bez piernika nie ma Świąt!
Mogłoby, może bym nawet i chciała, ale tak na prawdę nie ma w mojej rodzinie piernikowej tradycji. Przez lata pierników nie było i święta się odbywały, piękne. Wszak to nie piernik czyni święta i nie makowiec, ani nawet nie uszka - a Ci dla których ten piernik, makowiec się piecze, Ci którzy te uszka lepią ..

O pierniku dojrzewającym marzyłam od lat, wyobrażałam sobie jak musi pachnieć, jak smakować. Marzyłam od lat i wreszcie zeszłej zimy poszperałam, popytałam, zagniotłam i upiekłam - ciasto niezwykłe. Niezwykle aromatyczne, niezwykle pyszne, niezwykle kruche - ciasto z marzeń. Może nie rodowe, może jeszcze nie tradycyjne, ale i tradycja musi mieć kiedyś swój początek, nieprawdaż? A zresztą korzenie piernikowego ciasta sięgają dawnych, dawnych czasów. Te staropolskie pieczone były z żytniej mąki, miodu, bez spulchniaczy, raczej bez bakalii, pieczone były nie tylko na święta - ot takie ciasto pod gorzałkę. Mój piernik wymarzony okazał się być piernikiem pszennym (choć dodatek żytniej mąki wcale nie jest od rzeczy), mocno korzennym, bakaliowym. Niebyt pulchnym, raczej kruchym, no i jednak zdecydowanie świątecznym, zimowym - tak, zapach korzennych przypraw zimową porą ogrzewa, otula.

W tym roku również upiekłam piernik, nie mogło być inaczej. Zagniotłam pod koniec października, upiekłam początkiem grudnia, przed wigilią przełożę go jeszcze węgierkowym powidłem - pyszny jest i taki "czysty", ale Bliscy polubili właśnie taki ze śliwkami - słoiczek dobrze wysmażonych, specjalnie na ten piernik czeka już od września. Tak, nie wyobrażam już sobie świąt bez piernika :-)
Przepis na piernik dojrzewający podawałam tu rok temu, w tym roku zrobiłam właściwie taki sam, zmieniłam jedynie sposób pieczenia - zamiast trzech oddzielnych placków upiekłam jedno duże ciasto, wiem że za rok spróbuję zastąpić kakao miodowym karmelem - upiekłam w tym roku takie pierniczki i jestem nimi zauroczona :)

Piernik dojrzewający:

250 g miodu
1 niepełna szklanka cukru
125 g masła
1/2 kg i 1/2 szkl. mąki
2 jajka
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
1/4 szkl. mleka
szczypta soli
1/2 szkl. posiekanych orzechów włoskich
1/2 szkl. suszonej żurawiny
1/2 szkl. rodzynek
1 łyżka ciemnego kakao

2 płaskie łyżeczki cynamonu
1 płaska łyżeczka imbiru
2 płaskie łyżeczki kardamonu
1 płaska łyżeczka gałki muszkatołowej
1 płaska łyżeczka ziela angielskiego
1 płaska łyżeczka goździków
2 płaskiej łyżeczki mielonego pieprzu

Miód, cukier i masło rozpuściłam w garnku o grubym dnie, wymieszałam, dodałam przyprawy i bakalie, lekko przestudziłam. Sodę rozpuściłam w mleku, mąkę przesiałam, dodałam jajko, kakao, sól, wymieszałam. Dodałam przestudzoną masę miodowo-bakaliową, mleko z sodą, wymieszałam wyrobiłam ciasto, w tym roku wyszło mi dużo luźniejsze niż rok temu. Ciasto przykryłam ściereczką i odstawiłam na prawie 6 tygodni do lodówki. Po tym czasie ciasto upiekłam (ok. 1 h w 180'C - trzeba sprawdzać patyczkiem), zawinęłam w ściereczkę, schowałam do pudełka - przed samymi świętami piernik przekroję i przełożę powidłem węgierkowym. Pachnie Świetami.

Wpadnijcie jeszcze przed świętami - na pierniczki :-)

13 komentarzy:

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Moniko! Cudowny piernik! Skradnę sobie ten przepis na przyszły rok, bo coś mi się widzi, że ma w sobie wszystko co lubię, a już perspektywa węgierkowych powideł to już pełnia szczęścia:)
Pozdrawiam Cię serdecznie!

margot pisze...

Monika aleś pięknie napisałaś o tej magii świąt :)))
Choć piernik tez taki mercedesowy u Ciebie jest i zdjęcie z wysokiej półeczki

p.s pewnie ,że przyjdę na twoje pierniczki , buźka

Zaytoon pisze...

Czyli moja rodzina nie jest jedyna... Bo u mnie w czasie świąt nigdy nie było piernika. Nie było pierniczków. Nawet makowca nie było... Ale to tak piękna tradycja, że naprawdę warto ją zapoczątkować.

peggykombinera pisze...

moja Babcia ze strony Tata robiła taki piernik :) tak pachnie moje dzieciństwo, Kochana :)

ewelajna pisze...

To ja wpadnę na te pierniczki:)
A przepis na piernik bardzo mi się podoba - Twój piernik też:) A powidła jeszcze własnogarnkowo wysmażone to już nadmiar szczęścia:)
U mnie, Moniko, musiał być keks i makowiec, piernik nie istniał. Nie jesteś sama. W zeszłym roku piekłam dojrzewający wielki piernik i był bardzo, ale to bardzo smaczny po czasie leżakowania(już po upieczeniu), ale co ja się miałam z przekrajaniem wielkoluda na trzy części - moje... Następnym razem- może w przyszłym roku upiekę TWój:), bo juz mniej osób przy stole...
Ciepłe pozdrowienia, Moniko:)

myniolinka pisze...

kurcze... a ja się boję tych dojrzewających... może dlatego, ze nigdy takiego nie jadłam bo tradycji piernikowania u nas nie było...

pozdrawiam ciepło Sąsiadko zza miedzy :-))

Amber pisze...

Masz rację Moniko, te wszystkie potrawy nie są najważniejsze...Też tak uważam,dlatego nie ścigam się na ilość świątecznych postów i przepisów.Twój piernik mnie zauroczył całkowicie.Nie będę czekać do przyszłego roku, tylko zagniotę ciasto zaraz po świętach, bo pierniki jadam nie tylko przy okazji tych świąt. Dzięki Kochana!
Moc uścisków Ci przesyłam.

monika pisze...

Anna-Maria > Aniu, proszę , kradnij kradnij :) Ja się nie umiem zdecydować czy wolę z powidłem czy bez ale rodzina orzekła że z węgierkami to jest to więc niech będzie z węgierkami :-) Pozdrawiam Cię również mocno :-)))

margot > Alcia, dziękuję :)) No tak właśnie by się chciało żeby tej magii trochę było ..
PS.A wiesz, ja chyba zwariowałam trochę bo dziś kolejne 6 blach pierniczków upiekłam:)) Ściskam :*

Zay > no właśnie, wszystko ma swój początek tradycja też, chciałabym żeby kilka moich ulubionych przepisów stało się taką tradycją :)Uściski :)

peggy > Karolu, to się cieszę strasznie, jeśli przywołałam choć trochę miłe wspomnienia :) Buziak :)))

ewelajna > no właśnie u nas też makowiec, chyba jedyny obowiązkowy, reszta ciast tak "wymiennie". Ja właśnie po upieczeniu sobie przypomniałam że miał być z podwójnej porcji, choć nas 8 osób jest na święta to piernik "miał wzięcie", można piec więcej :) Na pierniczki zapraszam, może w czwartek? :))) Również ciepełko ślę :)

myniolinka > wierz mi, nie ma czego się bać! u mnie niektórzy się krzywili że to ciasto z surowym jajem leży ponad miesiąc w lodówce, ale wszyscy jedli i żyją i chwalą w dodatku :))) Sąsiadkę również pozdrawiam (dobrze pamiętam, ze Ty z Olsztyna?)

Amber> Wiesz, ja lubię przed świętami piec świąteczne smakołyki z różnych stron świata, tak z ciekawości, lubię na święta przygotowywać te tradycyjne potrawy, byle nie zapomnieć że nie tylko o to chodzi, prawda?
A piernik, jestem pewna, że i po świętach będzie Ci smakował, upiecz koniecznie :))) Buziaki :)

Kuchareczka pisze...

Ty zrobisz za rok miodowy karmel, a ja za rok upiekę taki piernik jak twój :)

Bea pisze...

O tak, i dla mnie juz teraz bez piernika nie ma Swiat.
I masz racje Moniko - tradycja musi przeciez kiedys zostac zapoczatkowana! ;)
(ja tez z rodziny 'niepiernikowej ;))

Pozdrawiam serdecznie!

zemfiroczka pisze...

To co? Za rok wymiana - ja dojrzewający, Ty na zakwasie? ;)))

monika pisze...

Kuchareczka > umowa stoi :)))

Bea > Oj, ten piernik to ja w zeszłym roku od Ciebie przecież zgapiłam :) Niesamowicie pyszna nowa tradycja :))
I również ciepło pozdrawiam :)

Oczko > Oczko Ty mi w myślach czytasz! Wyobraź sobie że właśnie nastawiłam nowy zakwas :)))

zemfiroczka pisze...

O! hehe i to się chwali :)