środa, 15 czerwca 2011

Makaroniki Róży M.

A ja jeszcze zawsze słyszałam o konserwie z róży bez smażenia. Ucierało się (jakoby) różę z cukrem przez jakąś niewiarygodną liczbę godzin (...).
M. Iwaszkiewiczowa, Z moim ojcem o jedzeniu

Od kiedy pamiętam, pod kuchennym oknem mojej Mamy rósł krzak róży pomarszczonej. Mogę chyba powiedzieć, że wychowałam się z widokiem na różę :-) Kilka lat temu okazało się, że róża lezie na drogę, komuś przeszkadza, przez myśl by mi nie przeszło, że można różę tak po prostu ściąć. A widać można. Uchował się krzak po sąsiedzku, uchowały się dwa pod domem Dziadków, rok temu jednak róża nie kwitła zbyt intensywnie, rozpytywałam więc kogo mogłam gdzie szukać, gdzie jeszcze może rosnąć róża? Każdy wiedział, że kiedyś rosła - koło żłobka rosła, za niemieckim cmentarzem, za kościołem, w ogrodzie u tego, u tamtego, przy płotach rosła róża, pod lasem jak się jedzie na Pasym - słowo kiedyś okazało się być kluczowym. Zanikł zwyczaj hodowania róży pomarszczonej?

Nigdy nie marzyłam o podróżach w czasie, nie śnią mi się krynoliny, nie tęsknię za przeszłością, której nie znam, nie zwykłam zresztą kłócić się z czymś tak obiektywnym jak czas. Jeśli jednak o czymkolwiek z przeszłości marzę to o sadach z kosztelami i malinówkami, różanych żywopłotach i malwach pod oknem (z okiennicami :)) . Mam wielki sentyment do starych drzew, starych drzew owocowych zwłaszcza, do różanych krzewów, które pamiętają dawne czasy, mam słabość do starych klasycznych przepisów. Do róży i orzechowych makaroników :-)Kilkanaście dni temu Mama zadzwoniła ze słowami: Przyjeżdżaj jak najszybciej, klęska urodzaju, już nie mogę patrzeć na różę i na makutrę! Róża na Mazurach kwitnie jak szalona, dawno tak nie kwitła, piękny to rok :) Dokładnie rok temu pisałam o konfiturze z różanych płatków, konfiturze zwanej po prostu różą, dziś napiszę o ciasteczkach, które z różą są wyśmienite. Od dawna wiedziałam, że pierwszą rzeczą jaką upiekę z tegoroczną różą będą orzechowe makaroniki, które znalazłam u Róży Makarewiczowej* - makaroniki przełożone tartymi płatkami róży, zupełnie inne niż te francuskie - trochę cięższe, bez stopki, lekko popękane, takie makaroniki pieką w krakowskim Michałku - przepis to najwyraźniej (niegdyś) bardzo popularny, niemal identyczny mają i Disslowa i Kucharka litewska - stary, dobry przepis na doskonałe ciasteczka.

Makaroniki orzechowe z różą na podst. przepisu Róży Makarewiczowej (i innych):

2 białka
130 orzechów włoskich
130 g cukru pudru
30 g drobnego cukru
+ 2-3 łyżki róży do przełożenia

Orzechy mielę drobniutko z cukrem pudrem. Białka ubijam na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodaję drobny cukier. Mieszam pianę z orzechami i cukrem, za pomocą rękawa cukierniczego lub łyżki układam porcje masy na wyłożonej papierem blasze, zostawiam do podeschnięcia (ok. 1/2 h). Piekę 13 min. w 140'C. Po ostygnięciu przekładam różą. Róża to skarb, makaroniki z różą - poezja :-)* Róża Makarewiczowa, Praktyczne przepisy ciast drożdżowych, tortów, ciastek, cukierków, lodów i likierów, Lwów 1926.

16 komentarzy:

Amber pisze...

Moniko, a ja dzisiaj wybrałam się na spotkanie z różą pomarszczoną! Najlepszą na przetwory.Nie jakieś tam z ogrodu,tylko z pól i łąk,najszlachetniejsze dają konfitury.
U Ciebie opowieśc wspaniała o róży polnej i o starych drzewach.A ja malwę od razu na wsi posadziłam,jak tylko siedlisko kupiliśmy.
Makaroniki to istne dzieła sztuki różanej.Nawet boję się marzyć o ich smaku...
Buziaki!

atina pisze...

Cudowne są te makaroniki, a i moje smaki jak najbardziej:)

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Monika! Ja jeszcze nie ochłonęłam od zachwytu nad lodami poziomkowymi, a u Ciebie kolejne cudo:)
Cóż za piękny post i iście cudowny rok pod znakiem róży! A makaroniki to sobie po prostu upiekę, i to nie kiedyś - tylko jutro! Bo i u mnie sporo róży, a apetyt na makaroniki orzechowe jest zawsze!
Uściski:)

margot pisze...

Czytam Monika to co piszesz i wiesz bardzo mi po drodze z tobą, kocham stare odmiany jabłoni z koksami pomarańczowymi i szarą reneta na czele , z różami , ba nawet pamiętam takie krzaczki z ałyczami i powidła z nimi ,aaaa

Monika , takie makaroniki to są najlepsze na świecie , te francuskie im do pięt nie dorastają :)

Polka pisze...

Ale czad!
Monika dałaś czadu no dałaś :)
Ja sobie wczoraj miałam taką refleksję przed snem, że moje marzenia są bardzo proste.
Jedno z nich to podtrzymanie tradycji i wspomnień z dzieciństwa na zawsze.
Banał co?
:)

Polka pisze...

No i piknie! :) Pół na pół jest co? :D:D:D

Toczka pisze...

Hm... Kwiatożercy, co? :D Aż się zastanawiam czy by nie zaatakować krzaczka róż u mojej mamy :]

arek pisze...

To moglby byc moj ostatni posilek... Po prostu slow mi brak, przeczytam sobie wszystko jeszcze raz...
Zeby tak ie trafila taka kleska urodzaju w Londynie!

buruuberii pisze...

Monika, jakbym czytala swoj wpis sprzed roku - wszyscy roze wycieli, inni nie wierza ze komus sie chce ją ucierac, leniwe te ludzie jakies :-) A ja wogole doszlam do wniosku po latach ucierania, ze wogole wystarczy ja troche zmiazdzyc, krecenie rozy godzinami - no prosze to tylko w ksiazkach! Makaroniki: zgadzam sie z Ala, te sa boskie, no jak juz dajesz przepis to sprobuje sie zmierzyc z michalkowym idealem genialnie ze je znalazlac :D :*

agata pisze...

Oglądałam je dzisiaj w nocy i się zakochałam, ale nie miałam siły nic napisać :) Piękne...! A jak sobie wyobrażę ten różany smak to już w ogóle :)

Ania vel Vespertine pisze...

O, malwy pod oknem! Monika, ostatnio o tym z mamcią rozmawiałam, że nikt już malw nie hoduje... Malwy pod oknem to jedno z moich najdalszych, najgłębszych wspomnień z dzieciństwa.

Cudny przepis. Czas kupić kolejną starą ksiązkę...

asieja pisze...

one są takie ładne, takie niesamowicie aromatyczne..

monika pisze...

Amber > No ja na polach i łąkach nie znalazłam niestety, ale jakbym znalazła to bym była w różanym niebie :))) Aniu, tu nie ma co marzyć, tu trzeba piec! :)))

atina > :)))

Anna-Maria > Aniu, i jak, upiekłaś? :)))

Polka > Mówisz? :) To mamy podobne marzenia Poluś :) :*
Twoje 2/3 :))) Wielkie dzięki Polciu i buziak :)

Toczka > No ba :) Atakuj, póki kwitnie :)))

Arek > Oj, jak miło to czytać :))) Arku, na klęski urodzaju wpływu nie mam ale słoiczkiem róży zawsze chętnie się podzielę (wobec tej klęski :D), co Ty na to? :)

Buru > No pamiętam, pamiętam Basia jak mówiłaś o obdzwanianiu sąsiadów :) Mnie dziwi że u nas nawet ta dzika znikła..
Basia, te makaronki, w przeciwieństwie do wiadomych ciasteczek, to naprawdę jest TO, piecz śmiało :)))

agata > strasznie mi miło :)))

Ania > Wiesz, dla mnie te malwy to taki synonim wsi "sielskiej anielskiej", bardzo lubię :)
Makarewiczową?
:)))

asiejka > :-)))

buruuberii pisze...

No to makaroniki zrobie jak sie skoncza owoce swieze, ot co! A te drugie ciastak chwilowo sobei darujemy do odwolania, co?

U nas wiesz w Beskidzie piecioplatkowa rosa rugosa ma sie dobrze, tylko ze rosnei przy bardzo ruchliwej ulicy, ale ta pelna ktorej za dziecinstwa bylo pelno przy kazdym domu jest przy moze kilku (o 4 miejscach wiem), a rok temu naprawde objechalam z czystej ciekawosci kawal okolicy... Eh, ludzie dobrego nei znaja, a na blogach roza odzywa widze :) :** na noc!

burczymiwbrzuchu pisze...

Fantastyczne!

Majana pisze...

Jakie cudowne są! Moniś, piękne takie, że normalnie wymiatają!