czwartek, 26 sierpnia 2010

Linzer Torte

Fakt, że jakieś danie zyskało nazwę jest szczególnie znaczący, bo mówi, że jest to danie z tradycją, warte wielokrotnego powtórzenia i zapamiętania, zasługujące na to, by po jednym słowie każdy zorientował się, o co chodzi i nawet trochę się rozmarzył.
KaroLina, Bułka z masłem

Linzer Torte to jeden z deserów z nazwą. I historią. Historią nie byle jaką, bo w pewnym sensie najdłuższą na świecie - wszak pochodzący z 1653 roku przepis na tartę z Linz jest najstarszym zapisanym przepisem na ciasto.

Recept ten znajduje się w kucharskiej księdze hrabiny Anny Margarity Sagramosy, jednak kto jest jego autorem - nie wiadomo. Z nazwy wnioskować by można, że stworzył go kucharz o nazwisku Linzer i taka też wersja obowiązywała na dworze Cesarza Franciszka Józefa i Cesarzowej Sissi (ów Linzer miał ugościć Najjaśniejszego Cesarza w Bad Ischl), jednak dane historyczne są nieubłagane: przepis powstał prawie dwieście lat przed narodzinami Franciszka Józefa, a w latach 1400-1831 w Wiedniu ani w całej Austrii żadnego piekarza ani cukiernika o takim nazwisku nie było. A cukiernik z Bad Ischl nazywał się Zauner. Do czasu odnalezienia najstarszej wersji przepisu legend o jego pochodzeniu pojawiło się wiele - autorstwo ciasta przypisywano między innymi cukiernikowi z Linzu Johannowi Konradowi Voglowi (1796 - 1883), budapesztańskiem gastronomowi Karolowi Gundelowi i jeszcze kilku innym osobom, jego stworzenie zaś wiązano zwykle z wizytami rozmaitych ważnych osób w rozmaitych ważnych miejscach. Fakty są jednak faktami: przepis powstał w czasach, w których zgodnie z obowiązującym wówczas myśleniem klasowym kucharze należeli do niskich warstw społecznych, wobec czego ich nazwisk raczej w nazwach potraw nie upamiętniano.

Zagadka autorstwa tarty z Linz nie została więc rozwiązana, zagadka zaś nazwy okazała się być mało zagadkowa. Nazwa Linzer Torte pochodzi mianowicie najpewniej od nazwy ciasta, z którego tarta jest pieczona (Linzer Teige), ta zaś od miasta Linz die schonnen Lizerinnen, piękne panny z Linzu słynęły ponoć z tego, że były doskonałymi piekareczkami.Linzer Torte składa się z warstwy Linzer Teige (czes. lineckě těsto, polskiego odpowiednika chyba brak..) czyli ciasta kruchego wzbogaconego migdałami (najstarsze wersje) lub orzechami laskowymi oraz przyprawami. Pierwotnie aromatyzowano Linzer Teige jedynie skórką cytrynową, z czasem zaczęto dodawać gałkę muszkatołową, goździki inne korzenie. Na warstwę ciasta wykłada się konfiturę - tradycyjnie z czerwonej porzeczki i całość ozdabia kratką z ciasta i posiekanymi migdałami.
Piekąc Linzer Torte korzystałam z przepisu Ludwiga Manna ze strony prowadzonej przez Kuratorium Dziedzictwa Kulinarnego Austrii - mogę powiedzieć jedno - jest doskonały!

300g masła
150g cukru pudru
10 g cukru z wanilią
2 całe jajka
2 żółtka (zamiast 2 jajek i 2 żółtek dałam 4 same żółtka)
330 g mąki
220 mielonych migdałów (ze skórką) bądź orzechów laskowych
1/2 łyżeczki mielonych goździków
1 łyżeczka cynamonu (u mnie pół na pół - cynamon i gałka muszkatołowa)
1 łyżeczka otartej skórki z cytryny
1 słoiczek (200 g) domowej konfitury z czerwonej porzeczki

Połowę migdałów mielę z grubsza, dodaję połowę cukru, mielę drobno. Mąkę mieszam z przyprawami. Drugą połowę cukru ucieram z masłem i żółtkami, dodaję zmielone migdały, mieszam z mąką. Częścią masy wyklejam spód i boki natłuszczonej formy, nakładam konfiturę, z reszty ciasta za pomocą rękawa cukierniczego wyciskam na wierzchu ciasta kratkę (z moimi zdolnościami lepiej było dodać odrobinę mąki, rozwałkować i wyciąć paski..). Wierzch smaruję rozmąconym jajkiem, piekę 30-35 min. w 180'C.
Ciasta jest dużo, do reszty można dodać mąkę i wyciąć ciasteczka :)
Smacznego!P.S. Oczywiście dziękuję Kubie - za pomoc w tłumaczeniu z języka, z którym mi wybitnie nie po drodze :)))

edit: A jednak znalazłam - i polski odpowiednik nazwy Linzer Teige i przepisy na: tort lincki, linckie ciasta i ciastka linckie z migdałami - w Praktycznych przepisach ciast drożdżowych, tortów, ciastek, cukierków, lodów i likierów Róży Makarewiczowej (Lwów, 1926) - przepis pani Róży od podanego wyżej różni się przede wszystkim dodatkiem gotowanych żółtek (na zalinkowanej wyżej stronie jest również kilka słów o takiej wersji ciasta) .

23 komentarze:

Beata pisze...

Piękne zdjęcia. Bardzo zachęcające!
i te serduszka, idealne po prostu:)
pozdrawiam

buruuberii pisze...

Klasa Monika, oj to niby proste, a wiecej nie trzeba! Sliczne zdjecie do tego :)

Z ciastem spotkalam sie dawno temu w PL (w jakiejs ksiazeczce z GW bodajze), ale u nas to ciasto jest praktycznie nieznane (o torcie prawie zapomnialam), co innego tutaj, wlasnie piszesz o czeskiej nazwie, okropnie tu popularne jest to kruche na sposob liniecki, zreszta sama wiesz. Kurde, mam te foremeczki, moze na Vanoce? :)

PS. Uwielbiam slowo recept :-)

ewelajna pisze...

Moniko, ten tort, a wałściwie jakby tarta..., mnie zauroczył - razem z Twoim opisem:) Chce go zrobić, tylko, kurczątko...., dżemu z czerwonej w tym roku brak...:( Kupic?

Karmel-itka. pisze...

opis tarty/tortu wprowadził mnie w stan nadmiernej ochoty na ten wypiek. a dodatkowo ta wspaniała fotografia podsyciła mój wilczy apetyt. mniam, mniam ;]

margot pisze...

Monika, śliczne i to duże i te dwa maleństwa
I opos fajny i przepis
E a konfitury z czerwonej porzeczki nie mam

agatek ♪ pisze...

lubię sprawdzone przepisy, a jeśli ten jest doskonały to nie pozostaje mi nic innego jak tylko wypróbować; zwłaszcza, że w Domu są miłośnicy migdałów i domowych konfitur :)
i bardzo ciekawa historia

Olciaky pisze...

(:
A te zdjęcia nastrajają niebywale..
do zrobienia i zjedzenia (przez ekran).
Pozdrawiam, cudny jest.

viridianka pisze...

naprawdę oryginalnie jest konfitura z czerwonej porzeczki? ja zawsze myślałam, że malinowa (: nawet wczoraj dostałam nowa słodką książkę kucharską i tam jest konfitura z malin.

śliczne serduszka, piękne im zdjęcie zrobiłaś!

miss_coco pisze...

Bardzo ciekawa historia.
W Prowansji w regionie Champsaur rowniez istnieje podobna do tej tarta, tzw Tarte de Champasaur. Jest jednak duzo prostsza niz ta wersja i powinno sie uzywac do niej konfitury sliwkowej. Lokalnie jest bardzo popularna ale nie uzyskala takiej renomy jak Linzer Torte. Na pewno ja wkrotce zrobie, bo bardzo konfiturowo u mnie w tym roku. Pozdrowienia.

Justin&Dorothy pisze...

Prześlicznie zdjęcia :D Szczególnie tych ciasteczek, muszą być przepyszne :D

margot pisze...

a fajny opis

karoLina pisze...

Czuję się naprawdę wyróżniona otwierając ten wpis (w swoim mniemaniu prawie awansowałam na Schulza albo Gałczyńskiego, bo sama korzystałam z fragmentów ich twórczości ;) Nigdy nie piekłam Linzer Torte, chociaż oczywiście znajduje się na liście do zrobienia, może nawet szybciej niż kiedykolwiek, bo mam własny dżem malinowo-porzeczkowy. Świetne zdjęcia, zwłaszcza te serduszka. Pozdrowienia :)

dorota20w pisze...

mniam mniam
rewelacyjnie się prezentuje !

Zaytoon pisze...

Mnóstwo masła. Przerażająco dużo masła. Ale i tak - dla tak tradycyjnego smaku warto. Tradycyjnego i pysznego w dodatku...

Pozdrawiam! :)

Paula pisze...

smakowity, wspaniały smak!

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Zaczytałam się - cudowny post!
Mam cały zapas domowej konfitury z porzeczek, więc z wielką ochotą zabiorę się za Linzer Torte!
Pozdrawiam!

Sugar Plum Fairy pisze...

ciekawy post. kto by pomyślał, że to takie stare ciacho! a smak pyszny i dzisiaj... chyba coś w nim jest, skoro ludzie nie mają dość i pewnie mieć nie będą. :)

monika pisze...

Beata > Dziękuję :) Jakoś bardzo lubię serduszkowy kształt ciasteczek :)))

buruu > Basia, dziekuję :)))
Wiesz, to lineckie ciasto to mi się wydaje nawet takie austro-węgierskie, znalazłam czeskie przepisy, węgierskie, a dziś właśnie trafiłam na przepisy Makarewiczowej - ze Lwowa czyli Galicja, zaraz zresztą dopiszę do notki.
A na Vanoce idealnie - ono nawet tak gwiazdkowo pachnie :)
P.S. Ja też :)))

ewelajna > tarta jak najbardziej :) Dżem - jeśli masz malinowy np., albo powidło śliwokowe to myślę ze będzie lepszy niż kupny porzeczkowy - one pewnie przesłodzone są, a tu ten kwaskowy fajnie kontrastuje ze słodkim ciastem..

Karmeli-itka > To mam nadzieję ze Cię namówiłam? :)

margot > Ala, dziękuję :))) A jakąś inną kwaskową masz? Będzie dobra! :)

agatek > No jak na mój gust to doskonały więc polecam bardzo :)))

olciaky > no to właśnie wielka szkoda jest, ze przez ekran nie da się poczęstować kawałkiem pysznego ciacha .. Ale może uda się namówić kogoś na upieczenie? :)))

viri > na tej zalinkowanej stronie stoi że pierwotnie był właśnie z czerwonej porzeczki, a później pojawiał się własnie malinowy, morelowy, a w świątecznej wersji któregoś tam regionu Austrii - powidło śliwkowe - myślę że można im wierzyć :)
I dziękuję pieknie :)))

miss_coco > no właśnie, w Austrii podobno też czasem robi się ze śliwkowej, poszukam zaraz czegoś o tej francuskiej, zaciekawiłaś mnie :) A Linzer Torte oczywiście polecam :)

margot > a dziękuję :)

Justin&Dorothy > Dzięuję w imieniu ciasteczek :)))

karoLina > To się cieszę :) Utkwiło mi w pamięci to Twoje zdanie bardzo, sama bym lepiej tego nie napisała :))) A ciasto z malinowo-porzeczkową konfiturą będzie super :)

dorota20w > dziękuję pięknie :)))

Zay > oj, nie tak dużo, to jest na prawie pół kilo sypkich produktów - wychodzi tarta i duża blacha ciasteczek z tej ilości :)))

Paula > zdecydowanie :))) Polecam!

Anna-Maria > Dziękuję bardzo :) Daj znać jak smakuje :)))

Pozdrawiam Was ciepło :)))

grazyna pisze...

Ale cudo ! Ja uwielbiam takie ciacha ! A serduszka mnie rozczuliły :)

Tilianara pisze...

Nie tylko wspaniały wypiek, ale jeszcze lekacja historii. Moniko, lubię zaglądać do Ciebie - zawsze czegoś ciekawego się dowiem, coś smacznego podpatrzę i do tego pieknie zaprezentowanego :)

KK pisze...

TROCHE ZA DUZO CUKRU W PRZEPISIE JA ROBIE INACZEJ MIESZAM MALINOWY Z CZERWONA PORZECZKA...

monika pisze...

grazyna, Madzia > :-)))

KK > A czemuż to? Słodkie ma być.. słodkie :-)

Pozdrawiam ;)

przepisy.com pisze...

Twój przepis to jeden z kilku z których "sklejałem" swój linzer tort ;) dzieki

mój tort z linzu