poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Na jogurcie - pierogi

Pierogi, ucierane ciasta, kisielki, ciasto francuskie - jest kilka potraw, na myśl o których mówię zdecydowane: nie, nie zrobię! Jednych zwyczajnie nie lubię - tu jeszcze problem jest niewielki, dla kogoś w sumie mogę się przemóc, a sama jeść nie muszę, inne mi nie wychodzą, z pierogami rzecz ma się najgorzej - po prostu nie cierpię ich lepić.

Trochę ponad dwa tygodnie temu wybrałam się na wycieczkę do stolicy, do domu Tili i ESa, na spotkanie z kulinarno-blogową ekipą, wybrałam się pociągiem i jeśli prawdą jest, że najbardziej liczy się pierwsze wrażenie to.. chyba powinnam nad tym popracować. Gdy, podobno dzięki memu koszykowi, udało się nam już z Tiliami i Polką spotkać na dworcu, na entuzjastyczne słowa Madzi, która z radością poinformowała mnie iż weekend będzie pierogowy, zupełnie szczerze i zupełnie bez zastanowienia wypaliłam, że nienawidzę lepić pierogów. Na całe szczęście nikt się tym nie przejął, uff.. I lepiliśmy te pierogi, kilka rodzajów, pisała już o tym Tili, lepiliśmy pierogi, a właściwie pierogi lepiły się same - zaczynam rozumieć dlaczego nasze babcie z uśmiechem i rozrzewnieniem wspominają darcie pierza, czy inne równie przyjemne zajęcia - gdy się spotka kupa luda nawet lepienie pierogów przestaje być straszne. Powiem więcej, lepienie pierogów staje się zabawą pierwsza klasa :-)Pierogiem - wzorcem, niczym z Sevres, pozostanie dla mnie pieróg mojej Babci Alinki, pieróg solidny, pękaty od nadzienia, z ciasta miękkiego i delikatnego, a jednak konkretnego, pieróg formowany w dłoni, idealny. Babcia nie bawi się w wałkowanie, wykrawanie ciasta szklanką, śmieje się ze swojej siostry (Cioci Karolci, bohaterki notki o kartoflaku), która tak właśnie robi, a sama odrywa kawałki ciasta z dużej bryły, rozpłaszcza w dłoniach, nakłada nadzienia zdecydowanie więcej niż na zdrowy rozsądek powinno się zmieścić, skleja w sekundę, a i tak Jej pierogi są idealnie kształtne, ciasto cieniuteńkie, niepojęte. Dodam, że lepienia pierogów z mniej niż 1 kg mąki Babcia raczej nie uznaje. Ja ideału nie dosięgnę więc pierogów na ogół w ogóle nie robię, czekam aż mnie ktoś poczęstuje :-), raz na ruski rok upiekę drożdżowe, tym razem jednak wyjątkowo (chciałam poćwiczyć falbanki, których uczyła nas u Tili Gospodarna Kasia) zrobiłam pierogi gotowane, z jogurtowego ciasta. Falbanki na razie to poracha, więc pokazuję tylko takie proste, wyszły pyszne, ciasto to dla mnie odkrycie - jest delikatniejsze niż tradycyjne pierogowe, plastyczne, nadzienie lekkie, wiosenne - wiosennie też w Krakowie rozkwitają właśnie tarniny..

Pierogi z jogurtowego ciasta (z dedykacją dla Pierogowego klubu :-)):

ciasto (przepis Adriana Richardsona):
2 szkl. mąki
1 szkl. jogurtu
1/2 łyżeczki soli

farsz:
250 g półtłustego lub tłustego twarogu
1 łyżka kwaśnej śmietany
pęczek mięty
pęczek kolendry
pęczek pietruszki
skórka otarta z 1 cytryny
szczypta kuminu
duża szczypta kardamonu
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprza
+ ew. garstka posiekanych orzechów włoskich/migdałów

sos:
150 ml jogurtu
skórka otarta z 1 cytryny
1 rozgnieciony ząbek czosnku
pół garstki posiekanej mięty
świeżo zmielony czarny pieprz

Z mąki, soli i jogurtu zagniatamy gładkie, elastyczne ciasto, odstawiamy na ok. 1/2 godziny. Twaróg rozgniatamy widelcem, mieszamy ze śmietaną, dodajemy posiekane drobniutko zioła, skórkę, przyprawy i ewentualnie orzechy. Ulubioną metodą lepimy pierogi, z podanych proporcji wyszło ok. 30 pierogów wycinanych szklanką. Podajemy z sosem jogurtowym. Pyszne, wiosenne, norma na dłuższy czas wyrobiona :-)P.S. Rozwiązaniem zagadki z poprzedniej notki jest oczywiście trylogia Millenium Stiega Larssona, opisy picia kawy liczyła Magdaro z Bloga Drobno Mielonego, konkurs wygrała Karolina S., nagrody pocieszenia wylosowały zaś Agnieszka B., Amber i Maggie :-)

16 komentarzy:

Amber pisze...

Monik,jogutrowe pierogi! No niesamowite.Sos bajecznie wiosenny!
Ja je sobie ulepię, z tym sosem.A lepić pierogowo bardzo lubię.

Dziękuję za nagrodę pocieszenia! Ale czy naprawdę dla mnie?

Całus!

burczymiwbrzuchu pisze...

O, takich pierogów to jeszcze nie widziałam, ciekawa propozycja z ciastem jogurtowym:)

lo pisze...

Jak patrzę na twoje zdjęcia pierogów, to i ja mam ochotę na ich lepienie. W towarzystwie lepienie było przyjemnością. Sama jakoś nie mogę się zmobilizować. A ciasto francuskie zrobie w każdej chwili.

Gospodarna narzeczona pisze...

Co wy z tymi falbankami, ja cię. Piekne są. I są szkoły bezfalbankowe.

Polka pisze...

Hihi a właśnie miałam zadać pytanie o falbanki :))))))))))))))))))))))))))))))
Monika nawet gdybyś powiedziała, że nienawidzisz Warszawy to bym Cię wyciskała tak samo serdecznie jak wtedy! :)
Całusy :*

Czyprak Antoni pisze...

Super! Muszę narobić pierogów z jogurtem, to musi być pyszne. Szkoda, że nie pokazałaś przekrojonego, musiał pięknie wyglądać - taki biało-zielony.

monika pisze...

Amber > To jest ciasto z pierogów uzbeckich, które lepiliśmy u Tili, zajrzyj sobie do Niej, tam jest jeszcze jedno ekstra-nadzienie! A nagroda oczywiście że dla Ciebie, nie widziałam tu innej Amber :))) Całus dla Ciebie :)

burczymiwbrzuchu > pyszne są :)

lo > ja się chyba zbyt szybko znów nie zmobilizuję, te zrobiłam jeszcze na fali tych warszawskich :) A do ciasta francuskiego, ech.. jestem za leniwa, tym bardziej że całkiem niezłe pojawia się czasem w sklepach..

Gospodarna > To powiedzmy że ja jestem z tej szkoły.. Chociaż mam ambicje nauczyć się robić te falbanki, muszę kogoś zatrudnić do lepienia a ja będę tylko cwiczyć zawijanie :) I dziękuję :)))

Polka > No falbanki - sama wiesz :D
Polcia, to kamień z serca, następnym razem ucieszę się nawet i na pierogi - szczerze! :))) Całus wielki :):*

Antoni > Potwierdzam, musisz :) A przynajmniej - warto. Wiesz, ten zielony po ugotowaniu zrobił się taki hmm.. zgniło-zielony, z zewnątrz wyglądają zdecydowanie lepiej, wierz mi :)

Pozdrawiam Was serdecznie :)

myniolinka pisze...

ja to się stało że przegapiłam notki o pierogach?! ja należę do tych co to z Twoją Babcią by się zgrały... nie umiem zrobić ciasta z mniejszej ilości mąki niż 1 kg, nie wałkuję tylko odrywam... i mam nadzieję, że kiedyś będę robiła pierogi idealne :)

margot pisze...

o kurcze jakie pierogi , mniam mniam

Zaytoon pisze...

Pierogi zawsze lepiłam z Babcią. Lubiłam to robić. Teraz Babci nie ma, a na samodzielne przygotowanie pierogów jeszcze się nie odważyłam. Poza tym... to nie będzie już to samo...

A te Twoje wyglądają tak przyjemnie domowo! :)

Pozdrawiam!

monika pisze...

myniolinka > a widzisz, to rzeczywiście byście się zgrały! A co do pierogów idealnych - jeśli lubisz lepić to już z pewnością tylko kwestia praktyki :)

margot > Alcia, mniam , tylko jeszcze żeby się częściej chciało zrobić :D na szczęście umiem robić kilka innych smacznych rzeczy :)

Zaytoon > jednak nie ma to jak Babcia.. :)
Dziękuję :)

Pozdrawiam Was ciepło, miłego wieczora :)

karoLina pisze...

Chociaż do lepienia pierogów nic nie mam, to przyznaję, że w ramach Pierogowego Klubiku było i szybciej, i zabawniej (chociaż byłoby świetnie nawet gdyby menu ograniczyło się do nalewek ;). A na pewno sama nigdy w życiu nie zdecydowałabym się na tyle rodzajów ciast i nadzień. Ale co do falbanek, to też muszę jeszcze poćwiczyć.

buruuberii pisze...

Monika, szacun! Ty jednak lubisz lepic pierogi :)) Ja zawsze dochodze do wniosku, ze chyba nigdy nei mailam dobrego ciasta - ale to wymowka, bo prawda jest ze Niusia robi dobre, a ja postanowilam ze w tej kwestii (wyjatkowo) nie bede z nia konkurowac :DD

PS. falbanki raz mi wyszly ladne - na samosach,a le smiem twierdzic, ze samosy to nei do konca sa pierogi :))

monika pisze...

Karolina, coś czuję że bez tych nalewek pierogi by jednak tak dobrze nie wyszły ;) Ja tam się szybko na kolejne nie zdecyduję, chyba że w równie sprzyjających pierogowaniu okolicznościom :)

Basia, ależ skąd :D Nawet nie wiesz ile się naklęłam przy tych 30 które ulepiłam później w domu - każda wymówka by nie robić pierogów jest dobra, falbanki można ćwiczyć na plastelinie :D

PS. Samosy Twe to pierwsza liga samosowa - pyszne były, u Tili jest foto-relacja z lepienia tych o których Ci pisałam jakbyś miała ochotę :)

buruuberii pisze...

Moni, bo juz sie przestraszylam, ze zle z Toba i sama zostane wsrod tych co lepic nie lubia :DD Nie zebym Ci tego zyczyla, ale sama rozumiesz razniej tak w pare osob, odmiennosc czesem bywa ciezka ;)
Zerkne do Tili na fotorelacje, a jakze!

Polaca Mala pisze...

świetne ciasto! Dziękuję :)